czwartek, 19 maja 2016

Przyszła na niego pora

Drożdżowe ciasto z rabarbarem i kruszonką (wegańskie)

Nareszcie doczekaliśmy się prawdziwej wiosny w kuchni. Już nie musimy się zbytnio zastanawiać jakich warzyw czy owoców użyć do przygotowania swoich posiłków. Na ryneczku pojawiły się truskawki i rabarbar, ale także szparagi, szpinak, botwinka, rzodkiewka i inne nowalijki. Uwielbiam ten czas i staram się go docenić jak najlepiej, gdyż nie trwa on zbyt długo. Zanim się obejrzymy już przyjdzie lato i będzie sezon na inne, ale równie smaczne warzywa i owoce. 
Rabarbar z truskawkami jak dla mnie najlepiej smakuje z drożdżowym ciastem albo po prostu zapieczone razem pod owsianą lub orzechową kruszonką. 
Dzisiaj przedstawiam wam przepis na najlepsze drożdżowe jakie jadłam. Nie jest bardzo słodkie. Słodycz jest dodana przez kruszonkę na wierzchu. A dodatek mąki orkiszowej wstrzelił się tu znakomicie. 
Nieświadomy "ulepszeń" dziadek, dla którego było przygotowane było ciasto, wcinał je z największą przyjemnością i wyróżnił na tle innych ciast, nawet tych z lokalnej cukierni.
Dla mnie chyba nie ma lepszej rekomendacji niż uznanie najstarszego pokolenia w mojej rodzinie.

Przepis na wegańskie drożdżowe ciasto z rabarbarem i kruszonką:

1,5 szklanki mąki pszennej chlebowej typ650/750
2 szklanki mąki orkiszowej
30 g drożdży
3/4 szklanki cukru trzcinowego
1 szklanka ciepłego mleka roślinnego
100 ml oleju rzepakowego
ok. 5 lasek rabarbaru
1/2 łyżeczki cynamonu
szczypta soli

1/3 szklanki oleju rzepakowego
1/2 szklanki cukru trzcinowego
1/2 szklanki mąki orkiszowej

Drożdże rozcieramy z cukrem na płynną konsystencję. Dodajemy łyżeczkę mąki i pół szklanki ciepłego mleka. Mieszamy i odstawiamy przykryte ściereczką na ok.15 min.

Mąki przesiewamy do miski, dodajemy resztę cukru i sól, mieszamy. Po podrośnięciu drożdży dodajemy je do suchych składników wraz z resztą cieplego mleka i olejem. Mieszamy, po czym wyrabiamy ręcznie ciasto ok.10 min do powstania gładkiego i nielepiącego się do rąk ciasta. Odstawiamy w cieplejsze miejsce do podrośnięcia na ok.1 godzinę.

W między czasie rabarbar myjemy, obieramy i kroimy w mniejsze kawałki. Zasypujemy cynamonem i łyżką cukru trzcinowego. Odstawiamy.

Po podwojeniu objętości ciasta, przekładamy je na kwadratową/prostokątną blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Posypujemy wcześniej przygotowanym rabarbarem i odstawiamy na kolejne 30 min do napuszenia. 

W międzyczasie przygotowujemy kruszonkę z oleju, cukru i mąki. W palcach rozrabiamy składniki jak na zwykłą kruszonkę. W konsystencji będzie bardziej mokra od tej z tradycyjnym masłem.
Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni.

Napuszone ciasto posypujemy kruszonką i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy ok.40-50 min. Studzimy i podajemy.
Smacznego!




***
Dni lecą jak szalone. Coraz bliżej wakacji, coraz więcej roboty, coraz więcej emocji.

sobota, 14 maja 2016

Orzechowa inwazja

Nie wiem czy wiecie, czy pamiętacie, ale masło orzechowe to dla mnie chyba najlepsze smarowidło na świecie. Ostatnio schodzi u mnie w mgnieniu oka i co chwilę kończę coraz to nowe słoiczki. Dlatego z nieba mi spadła propozycja Kingi z kupnem dwóch słoiczków masła. 
Ale nie takiego zwykłego masła! Kremy mają wyjątkowe smaki, których nie znajdziecie na sklepowych półkach. I to przede wszystkim mnie urzekło.
To prawda, że mogłabym taki słoiczek zrobić sama w domu, ale nie wiem czy mój blender podołał by temu zadaniu. A odebranie przesyłki z Inpostu jest o wiele szybsze i łatwiejsze!

W pierwszym słoiczku kryje się niezwykłe masło łączące dwa najlepsze rodzaje orzechów. Na mojej liście ulubionych właśnie na topie są nerkowce i migdały. Tutaj znajdziemy je w jednym słoiczku. Czy może być coś lepszego? 
Smak niesamowicie podkręcony jest dodatkiem soli himalajskiej i kardamonem. Nie znajdziemy tu jednak ani grama słodzidła. I bardzo dobrze, bo nerkowce same w sobie mają wystarczająco słodyczy.
 Niczego tu nie jest za dużo czy za mało. 

Skład: orzechy nerkowca, migdały, olej rzepakowy, sól himalaska, kardamon
Ocena: 10/10

Drugim produktem jest krem z orzechów włoskich podkręcony dodatkiem gorzkiej czekolady. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z masłem z orzechów włoskich, choć wiele razy go widziałam na innych stronach i nosiłam się z zamiarem, żeby go kupić/ zrobić. Dlatego ucieszyłam się, gdy zobaczyłam go w ofercie Kingi. Krem jest bardziej słodki od poprzedniego, gdyż czekolada na pewno jest z dodatkiem cukru, ale czuć, że nie jest to pierwsza lepsza czekolada i całość nie jest sztucznie przesłodzona.
Próbując kremu na pierwszy rzut oczywiście czuć wyraźnie czekoladę, ale gdy całość rozpuści się nam na języku czuć przyjemny lekko gorzkawy smak orzechów włoskich.
Ten produkt również zdecydowanie polecam dla osób szukających nowych maseł, znudzonymi zwykłymi z orzeszków ziemnych.

Skład: orzechy włoskie, czekolada gorzka 64%
Ocena: 9/10


Kochani, to nie jest żaden sponsorowany post. Nie dostałam tych produktów za darmo, ale zapłaciłam za nie z własnej kieszeni. Dlatego moje opinie są całkowicie szczere i subiektywne.
Jeśli zachęciłam was w jakiś sposób tym postem to kupna, to szukajcie więcej informacji u Kingi. Naprawdę warto!

niedziela, 8 maja 2016

Azjatycka dusza

Komosa ryżowa z cukinią, pieczonymi szparagami i grillowanym łososiem posypana sezamem

Od pewnego czasu w mojej kuchni rządzą azjatyckie przyprawy, sosy i połączenia. Sos sojowy, tahini, olej sezamowy czy przyprawy takie jak kurkuma, kumin, kolendra i papryczki chilli zdecydowanie schodzą u mnie hurtowo. Zaskakujące jest to ile polskich produktów świetnie komponuje się w tych zestawieniach. 
Gdzieś w głębi duszy może faktycznie jestem azjatką. W końcu kiedy się uśmiecham, nie widać mi oczu i wiele razy już się spotkałam z tym określeniem dotyczącym mojej osoby. To by naprawdę wiele wyjaśniało w moim przypadku. 

Pamiętam kiedy pierwszy raz próbowałam szparagów nie polubiliśmy się. Długo się zbierałam w sobie żeby po raz kolejny dać im szanse w mojej kuchni.  Aż w końcu odkryłam na nie sposób. Próbowaliście kiedyś je upiec w piekarniku? 
Nie jest to długi proces, bo mnie to chyba łącznie zajęło około 10 min, ale efekt jest o wiele lepszy niż w przypadku gotowania! 
A takie szparagi można wykorzystać już w wieloraki sposób. Raz zjadam je same lub w klasycznym połączeniu z jajkiem, a raz pakuję w dania z makaronem czy ryżem lub kaszą. Spróbujcie sami i znajdźcie swój sposób na szparagi. W końcu sezon mamy w pełni!
I za to kocham wiosnę!

Przepis na komosę ryżową z cukinią, szparagami i grillowanym łososiem:
przepis autorski
(2 porcje)

1/2 szklanki komosy ryżowej
1/2 dużej cukinii
1/2 pęczka pieczonych zielonych szparagów
1 młoda cebula
1/2 łyżeczki mielonej kolendry
1/4 łyżeczki mielonego imbiru
1/3 łyżeczki suszonego tymianku
1/3 łyżeczki kuminu
1/3 łyżeczka płatków chilli
1-2 łyżki sosu sojowego
1/4 łyzeczka pieprzu cayenne
1/4 łyżeczki czosnku granulowanego
(oczywiście lepszy świeży, ale u mnie zabrakło)
1 łyżeczka oleju sezamowego
sezam do posypania

300 g filetu z łososia
1-2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka sosu rybnego
1 łyżka oleju sezamowego
pieprz cayenne 
czosnek granulowany
imbir
kolendra

Z filetu z łososia ściągamy skórę, przyprawiamy i polewamy sosami i olejem. Wkładamy na lodówki na min.30 min do zamarynowania.

Komosę gotujemy w ok.1-1,5 szklanki wody z dodatkiem szczypty soli do miękkości. Ziarenka powinny jednak lekko chrupać, lecz nie powinny być surowe.
Cebulę pokroić w drobną kostkę, a cukinię w półplasterki. Szparagi również należy pokroić na mniejsze cząstki. Na patelni rozgrzać niewielką ilość dowolnego tłuszczu. 
Podsmażyć przez 2 min cebulkę lekko zarumienienia. Dodać cukinię i po lekkim zmięknięciu dodać szparagi. Doprawić i porządnie wymieszać. Podsmażyć przez chwilę wszystko razem i dodać ugotowaną komosę. Wymieszać bardzo dokładnie i polać łyżeczką oleju sezamowego.

W międzyczasie zamarynowanego łososia należy ugrillować na średnim ogniu na patelni grillowej lub jeśli ktoś nie posiada, można upiec go w piekarniku, na grillu elektrycznym czy ogrodowym. Tutaj macie pole do popisu.

Komosę podajemy z kawałkami ugrillowanego łososia i posypaną sezamem.
Oczywiście tutaj macie zupełną dowolność. Super na pewno też sprawdzi się ugrillowane tofu w wersji wegańskiej, ale wyobrażam tu sobie w tym daniu również np.ciecierzycę.

Smacznego!

***

Dawno nie miałam tak dobrego początku miesiąca!

niedziela, 1 maja 2016

Miesiąc w zdjęciach #kwiecień

Nie wiem ile razy obiecywałam wam i sobie, że będę robić więcej zdjęć... Mimo to coś znalazłam z tego miesiąca, bo troszkę się u mnie działo. Tylko jakoś tak często zapominam sięgać po telefon albo aparat. Z drugiej strony chyba jednak to lepiej niż ludzie, którzy non stop tkwią z nosem w telefonie...
Mimo to lubię pod koniec miesiąca, koniec roku przeglądać zdjęcia, przypominając sobie niektóre zdarzenia i sytuacje.

Uprzedni miesiąc był dość pracowity. Dużo nauki, pracy nad sobą, w domu i innych obowiązków. Mimo to znalazł się czas na spotkania, chwilę osłody i wyjść.

Kwiecień zaczął się doskonale. Z najlepszą ekipą z najlepszym jedzeniem.

Powyżej najlepsze wegańskie obiady kwietnia! I jak się okazało, choć wcale nie miałam jakiegoś zamysłu, ale każde z nich jest z udziałem tofu. W różnych odsłonach, w różnych stylu... Przepyszne!

Był też i czas na robienie słodkości. Jeden przepis znalazł się na blogu, ale zdecydowanie wygrał w tym miesiącu tort na urodziny mojej babci i brata. Specjalnie dla niej bezglutenowy!


Na słodkości pozwalałam też sobie na mieście, po szkole. Najlepszy sposób na relaks po dniu przepełnionym stresem i pracą w szkole.
Po lewej ciasto marchewkowe i piwo kremowe w Dziórawym Kotle w Krakowie, a po prawej wegańskie lody: marchewkowe, migdałowe i czekoladowe z lodziarni Si Gela.

W tym miesiącu zajadałam się także kotlecikami z cieciorki i batata, które powtarzałam po raz enty, ale zakochałam się też w czystoziarnistym chlebie! 
Po prawej też widać, że nawet gruba "Lalka" i filtr ze snapa nie są w stanie zdjąć uśmiechu z twarzy!

Na sam koniec zostawiam was z moją największą miłością chyba w tym miesiącu!
Non stop w moim odtwarzaczu leci płyta Krzysztofa Zalewskiego. Mało kto o nim słyszał, ale ja na szczęście miałam okazję i to na dodatek się okazało, że gra koncert w Krakowie! Nie mogłam przepuścić takiej okazji. Na żywo brzmi o wiele wiele lepiej niż na płycie...




środa, 27 kwietnia 2016

Buraczane serce

Buraczane brownie

U mnie w domu buraki zjadało się tylko w postaci barszczu, ćwikły czy na ciepło na święta przyrządzone przez ciocię. Postanowiłam to zmienić! Burak jest bardzo zdrowym i wartościowym warzywem. Na dodatek odznacza się lekko słodkawym posmakiem, co nie każdemu z konsumentów pasuje. Jak dla mnie jest to idealna przypadłość, gdyż można z tym warzywem jak widać kombinować zarówno w potrawach wytrawnych jak i tych słodkich. Placki z burakiem już były za mną, w naleśnikach też... Przyszedł czas na wypiek. A które ciasto kocha wszelkie modyfikacje i można w nim ukryć przeróżne składniki? Oczywiście, że brownie. Znane jest wiele wersji... Z awokado, bananami, fasolą, ciecierzycą i tak można by wymieniać i wymienić.

Przepis na buraczane brownie:

3 upieczone buraki
3 jajka
150 g gorzkiej czekolady
100 g masła
1 1/4 szklanki mąki(u mnie żytnia)
3/4 szklanki cukru trzcinowego
3 łyżki kakao
szczypta soli

Upieczone buraki przerabiamy na puree np. w blendzerze czy po prostu ścieramy na starce. Gorzką czekoladę, masło, cukier i kakao podgrzewamy w rondelku do roztopienia składników i do połączenia ich w gładka masę. Przelewamy do miski i lekko studzimy.
Do przestudzonej masy dodajemy po jednym jajku, mieszając cały czas trzepaczką. Dodajemy buraki, mąkę i szczyptę soli. Mieszamy porządnie.
Pieczemy ciasto przez ok.30-40 min w 180 stopniach. Studzimy i podajemy.
Smacznego!



***
Jak długo utrzymuje się wysoki poziom endorfin we krwi? Jak długo człowiek wytrzyma z uśmiechem na twarzy? Mam nadzieję, że długo.
Zostawiłam serce, zostawiłam głowę i zostawiłam siebie.

środa, 20 kwietnia 2016

Poszerzenie horyzontów

Płatki quinoa z mlekiem kokosowym, gruszką, bananem i chałwą grecką

Wiele z nas sięga na co dzień po sprawdzone i komfortowe dla nas produkty. Próbowanie nowych rzeczy często budzi lęk. To normalne. Ludzie zwyczajnie boją się tego co nieznane. Warto jednak zaryzykować. I tak, mam tu na myśli zarówno sferę kulinarną, jak i sferę prywatną.
Może najpierw o tej pierwszej?
Jakiś czas temu na śniadania wybierałam stałe i sprawdzone produkty. Płatki owsiane gościły u mnie niemal codziennie na pierwszy posiłek dnia i nie tylko. Comfort food czy może już nawyk, schemat?
Śmiało mogę przyznać, że dalej uwielbiam owsiankę, ale cieszę się, że pewnego dnia postanowiłam coś zmienić. Zaczęłam wprowadzać inne rodzaje płatków i kasz. Łączę nowe produkty, choć stare, ale nigdy wcześniej ze sobą nie zestawione ze względu na jakąś wewnętrzną blokadę.
Dzisiaj przedstawiam wam płatki quinoa, które udało mi się upolować jakiś czas temu w Biedronce w całkiem dobrej cenie. Nie sądziłam jednak, że aż tak mi zasmakują! Na śniadanie jest to o wiele lepsza opcja niż komosa, gdyż szybciej się gotuje i jest delikatniejsza.
Połączenie banana z gruszką też chyba do tej pory było przeze mnie unikane. Nawet nie wiem dlaczego. Wiem jedno, nigdy więcej nie będę się wahać przy wkładaniu ich razem do miseczki!
Kokos i sezam? Nie pasowało? Nic bardziej mylnego. Chałwa (lub tahini) i mleko kokosowe to kolejny zestaw, który zagości w mojej kuchni zdecydowanie częściej.
Boicie się jakiś produktów? Uważacie, że nie pasują do siebie, choć nie umiecie wytłumaczyć dlaczego? Na przekór, połączcie je. Naprawdę możecie się miło zaskoczyć!


***

Poszerzam horyzonty nie tylko w sferze kulinarnej. Ostatnio również w sferze prywatnej, towarzyskiej. Nie pomyślałabym, że zdobędę się na niektóre rzeczy, które działy się w ostatnich tygodniach. Wychodzenie ze strefy własnego komfortu jest trudne, ale warte ryzyka. 

piątek, 15 kwietnia 2016

Potrawka z orzechowym akcentem

Pomidorowa potrawka z soczewicy z jarmużem podana z ryżem basmati, orzeszkami ziemnymi i zieloną pietruszką

Zanim zacznę zachwycać się wiosną i powrotem długo wyczekiwanych świeżych polskich warzyw i owoców, muszę przetrwać okres przejściowy. Najlepiej ugotować coś ciepłego i otulającego, co może nas porządnie rozgrzać od środka, bo pomimo połowy kwietnia, zimny wiaterek daje o sobie znać, a z nieba pada wiosenny deszcz. 
Potrawka z soczewicy sprawdzi się tutaj idealnie! Ta czerwona szybko się gotuje i jeszcze pochłania całkowicie płyny, w których się gotuje. Dlatego już na samym początku dodać przecier pomidorowy i mleczko kokosowe! Soczewica nabierze niesamowitego smaku, a jeszcze lepszego aromatu nada jej jedna z ulubionych mieszanek przypraw - garam masala.
Zauważyłam ostatnio, że gotuję coraz więcej w nieco azjatyckich smakach i to jeszcze wegańsko!


Przepis na pomidorową potrawkę z soczewicy z jarmużem:
(2-3 porcje)

3/4 szklanki czerwonej soczewicy
1 szklanka passaty pomidorowej
1/2 szklanki mleczka kokosowego
1-2 szklanki wody
1 czerwona cebula
1-2 ząbki czosnku
2 cm kawałka imbiru
1 łyżeczka przyprawy garam masala
1/3 łyżeczki wędzonej papryki słodkiej
1/4 łyżeczki chilli 
1/2 łyżeczki mielonej kolendry
1/4 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
1-2 garście jarmużu
1 łyżka masła orzechowego
sól, pieprz
olej kokosowy do smażenia

Cebulę pokroić w pióra. Ząbki czosnku posiekać. Imbir obrać i zetrzeć na tarce. Olej kokosowy rozgrzać na patelni i wrzucić wcześniej przygotowane składniki. Podsmażyć przez ok.3 min. Wrzucić czerwoną soczewicę. Wymieszać. Zalać soczewicę szklanką wody, passatą i mleczkiem kokosowym. Doprawić i porządnie wymieszać. Gotować pod przykryciem przez ok.15 min, mieszając od czasu do czasu i w razie potrzeby podlewając większą ilością wody. Dodać wcześniej umyty i przygotowany jarmuż. Wymieszać i gdy jarmuż lekko zmięknie, dodać na sam koniec masło orzechowe. Mieszać do rozpuszczenia masła i podać dopóki gorące. 
Najlepiej smakuje podany z ryżem lub świeżym pieczywem w towarzystwie dodatkowej porcji orzeszków i zieleniny.
Smacznego!


***
Czas tak szybko mija, że trudno samej się zorientować jaki jest dzień. Codziennie zastanawiam się co zrobić, by wykorzystać każdą chwilkę, by nie umknął mi żaden ważny moment i wykorzystać dzień do końca. Nie ma czasu na zbytnie zastanawianie i rozpamiętywanie. Nie chcę jeszcze przyznawać się, że wróciłam na dobre tory, ale wszystko zmierza w tym kierunku...

sobota, 9 kwietnia 2016

Coś tu wyrosło

Kakaowe placki z ciecierzycy podane z konfiturą truskawkową z białą czekoladą

Deszczowy sobotni poranek. Zapach i smak kawy, który stara się rozbudzić Cię po ciężkim i męczącym tygodniu. Trzeba się jakoś zrelaksować. Najlepiej zrobić to podczas śniadania z dobrą książką czy ulubionym serialem. Niezawodne jest wtedy towarzystwo wyjątkowego śniadania, innego niż na co dzień. I wtedy sobie uświadamiasz, że jest sobota. A co najlepiej smakuje w sobotę? Wszelkie naleśniki czy placki oczywiście!
Dzisiaj znowu padło na placki. A dlaczego? A dlatego, że w lodówce znalazłam pozostałości ciecierzycy, którą wykorzystywałam w tygodniu do obiadów i tak jakby czekała albo ją jakoś wykorzystać w końcu w jakiś inny sposób. 

Przepis na kakaowe placki z ciecierzycy:

ok.100 g ugotowanej ciecierzycy
1 jajko
1/3-1/2 szklanki mleka (u mnie roślinne)
1 łyżka kakao
2 łyżki mąki gryczanej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
słodzidło (u mnie cukier trzcinowy muscovado)

Ciecierzycę zblendować. Dodać jajko i mleko, zmiksować. Dodać resztę suchych składników i wymieszać łyżką. W razie potrzeby dodać więcej płynu lub więcej mąki. Porządnie rozgrzać patelnię.
Smażyć placki na średnim ogniu z dwóch stron. Podać z dowolnymi dodatkami.
Smacznego!


***

Wiosna to czas zmian, prawda? Powiew świeżości i zmiany nastawienia. Dlatego podnoszę się po raz kolejny, unoszę wysoko głowę i wdycham wiosenne powietrze, przymykam powieki i wmawiam sobie, że to już ostatni raz, że wszystko już będzie dobrze. 

niedziela, 3 kwietnia 2016

Przepełniona inspiracjami

Awokado brownie pancakes z bananem* i powidłami śliwkowymi(wegańskie)
*większa część w środku


Wstaję zmęczona, ale szczęśliwa. Słońce świeci, idę do kuchni zaparzyć kawę i mój wzrok pada na dojrzałego banana i leżące obok awokado. Przypominając sobie wczorajszy dzień, uśmiecham się szeroko i już wiem, że dzisiaj na pewno na moim talerzu zagości to połączenie. 
Na placki zdecydowałam się dlatego, że dawno ich nie było, a po za tym chciałam wypróbować kolejne wegańskie placki. Ostatnie próby kończyły w koszu, ale ta wersja mnie nie zawiodła. Placki naprawdę można porównać do brownie. Z wierzchu przypieczone i lekko pulchne, a w środku słodkie i wilgotne. Takie własnie powinno być brownie.

Przepis na wegańskie awokado brownie pancakes:

1/2 dojrzałego awokado
2/3 dojrzałego banana
1/3 - 1/2 szklanki mleka roślinnego
1 łyżka zmielonego siemienia lnianego
1 łyżka kakao
3 łyżki mąki owsianej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Awokado wraz z bananem rozdrobnić widelcem na papkę. Dodać mleko i porządnie wymieszać. Dodać resztę suchych składników i ponownie wymieszać dokładnie. Patelnię mocno nagrzać(można lekko natłuścić, ale moja patelnia tego nie wymaga) i smażyć placki na średnim ogniu. Podać w ulubionymi dodatkami.
Smacznego!


***

Kiedyś narzekałam, że nie lubię ludzi, że ludzie mnie męczą i bałam się poznawać kogoś nowego. Teraz nie wyobrażam sobie życia samotnika zamkniętego w czterech ścianach i użalającego się nad własnym losem. Jestem wdzięczna za tych ludzi i dziękuję im z całego serca, że się pojawili w moim życiu. 

***

Na "deser" pokażę wam jeszcze mój wczorajszy obiad w Warszawie w Vege mieście z najlepszą ekipą pod słońcem. U mnie na talerzu znalazły się: wegańskie gołąbki z jarmużu z ryżem, pieczarkami i żurawiną w sosie pomidorowym, pieczone ziemniaczki z kurkumą i płatkami migdałowymi oraz majonez wegański. 
Wszystkim baaaaaardzo polecam tą knajpę i przy wizycie w Warszawie musicie koniecznie zahaczyć o tamten punkt!

wtorek, 29 marca 2016

Pomylona chałka

Podsmażona chałka z rodzynkami i kruszonką podana z syropem klonowym i bananem

Po świętach wiele polskich domów przeładowane jest świątecznymi "resztkami". Wiele dojada do ostatniej kromki chleba i ostatniego kawałka ciasta, ale niestety zdarzają się i tacy, którzy po świątecznych posiłkach wyrzucają pozostałe pokarmy, bo przecież "nie będę jadł przez tydzień tego samego". Naprawdę boli mnie, gdy ludzie marnują jedzenie. W głowie pojawia się obraz naprawdę potrzebujących ludzi, którzy marzą o choćby jednej bułce. 
Jestem dumna z siebie i z mojej rodziny, że u nas nigdy nie marnuje się jedzenia. Często robię dania "z resztek", które nie raz wychodzą lepsze niż zaplanowane potrawy z przepisu z wymierzonymi składnikami. 
Dzisiejsze śniadanie można podciągnąć pod takie danie z resztek. Na wielkanocnym stole zawsze u nas pojawia się chałka ze sprawdzonej piekarni. W tym roku jednak zdarzyła się śmieszna sytuacja, gdyż z powodu problemów zdrowotnych jednej z gospodyń, zakupy robił mężczyzna. Kupił chałkę, owszem tak jak usłyszał, ale słodką. Do śniadania wielkanocnego i sałatek to chyba nie gra, prawda?
No ale przecież nie może się zmarnować. Szczególnie, że były aż dwie sztuki!
Część poszła do zamrażalnika na czarną godzinę, część zjedzona przez domowników do kawy, a ja zostawiłam część na śniadanie. 
Co prawda nie jest to najlżejsze śniadanie, bo wielkanocnych smakołykach, ale wolne mam to korzystam, by jeszcze jakość się rozpieścić przed całym miesiącem w szkole.


***
 Myśli kotłują się w głowie, starając podsumować się poprzednie dni. Przecież nie było źle...
Doskwierało mi jednak przekonanie i dalej mnie męczy, że jednak nie było w porządku. Coś było nie tak. Znacie to uczucie, że wszyscy starają się udawać, że wszystko jest okej, ale każdy i tak wie, że nie jest?

sobota, 26 marca 2016

Odpoczynek dla piekarnika

Orkiszowe ciacha z opiekacza podane z karmelizowanym jabłkiem i jogurtem naturalnym

Przez ostatnie dni piekarnik chodził jak szalony. Przygotowania do świąt pełną parą. Dzisiaj już jednak czas na odpoczynek. Ale tylko dla piekarnika, bo do zrobienia jeszcze sałatki i inne rzeczy bez udziału tego urządzenia. Dlatego dzisiaj korzystam z innych sprzętów. Dzisiaj w ruch poszedł opiekacza. W końcu się zebrałam do zrobienia ciach właśnie w nich. Na początku szczerzę wątpiłam, że coś z tego wyjdzie. Ku mojemu zaskoczeniu, ale i również radości wszystko wyszło i to nawet lepiej niż się spodziewałam. Szybki sposób na zaspokojenie ochoty na ciasto. Takie pieczenie trwa ok.5 minut, a nie 45. Oszczędność nie tylko czasu, ale i prądu, a kubki smakowe w pełni zaspokojone. 
Przepis na orkiszowe ciastka z opiekacza:

3 łyżki mąki orkiszowej pełnoziarnistej
1 łyżka mielonego siemienia lnianego
1 małe jajko
1/4 szklanki mleka
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
ewentualnie - słodzidło

Wszystkie składniki mieszamy ze sobą. Opiekacz rozgrzewamy i delikatnie natłuszczamy. Przekładamy ciasto do opiekacza i zamykamy. "Pieczemy" ok.5 min. Podajemy z dowolnymi dodatkami.
Smacznego!



***

Z racji tego, że na święta jak zwykle wyjeżdżam, nie pojawię się tutaj na pewno co najmniej do poniedziałkowego wieczoru. Dlatego dzisiaj życzę wam już wszystkich spokojnych!, rodzinnych i uśmiechniętych świąt! Niech na waszych stołach zagoszczą same smakołyki, które odłożą się tylko tam gdzie trzeba, a czas spędzony w gronie rodziny i przyjaciół będzie wykorzystany jak najlepiej!

środa, 23 marca 2016

Nietrudna sztuka

Ricotta hotcakes z kiwi, jabłkiem i bananem polane syropem klonowym

Wstając na 7.30 człowiek nie ma siły i ambicji, aby zrobić coś bardziej "ambitniejszego" na śniadanie niż postawienie płatków owsianych na gazie czy dosypanie granoli do jogurtu. Czasem jednak najdzie nas ochota na małą odmianę. Nawet jeśli jest to środa, dokładnie środek roboczego tygodnia, można usmażyć dobre placki, co nie zajmie nam więcej jak 15-20 min, czyli dokładnie tyle ile gotuje się kasza czy trwa przygotowanie owsianki. Usmażenie placków nie jest to trudna sprawa. W sumie to tej pory tak myślałam, ale zmieniłam zdanie gdy przypomniałam sobie o tych plackach. Nigdy mnie nie zawiodły i nie sprawiały problemów. Tak i było tym razem. A ich puszystość była po prostu idealna. 

W miarę potrzeby przepis mogę uzupełnić wieczorem.


***
Dziękuję. Dziękuję, że jesteście, wspieracie i motywujecie. Naprawdę powinnam być wdzięczna za to, że mam takich ludzi, którzy w potrzebie są, doradzą, przytulą. Daleko nie muszę wychodzić. Mogę napisać, mogę się odezwać w szkole, mogę...
Wizja świąt nie wydaje się już taka straszna.

niedziela, 20 marca 2016

Bariera do pokonania

Wegański chlebek bananowy z gorzką czekoladą, orzechami włoskimi i żurawiną

Nie mam nic przeciwko zakalcom. Ba! Zawsze gdy w moim domu wychodził zakalec z ciasta, kto go zjadał? Oczywiście ja. 
Mimo wszystko często marzy mi się puszyste i wyrośnięte ciasto o lekkiej strukturze. Chlebek bananowy z reguły taki nie wychodzi, ale nie powinien też być zakalcem. Jednak wegańska wersja tego ciasta zawsze kończyła się właśnie zakalcem. Do dzisiaj! W końcu udało mi się upiec lekki i puszysty chlebek, który nawet nie potrzebuje żadnych smarowideł i dodatków. Sam w sobie smakuje świetnie, jeszcze lekko ciepły z kubkiem kawy w ręku.


Przepis na wegański chlebek bananowy:

1 średni mocno dojrzały banan
20 g mąki gryczanej
20 g mąki owsianej
10 g mąki kokosowej
1 łyżke siemienia lnianego + 2 łyżki ciepłej wody
1/4 szklanki mleka roślinnego
1 łyżeczka oleju kokosowego(roztopionego)
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki sody oczyszczonej

czekolada
żurawina 
orzechy

Siemię lniane zalewamy wodą, mieszamy i odstawiamy. Banana rozdrabniamy na papkę. Mąki mieszamy ze sobą i resztą suchych składników. Banana mieszamy z siemieniem i mlekiem. Przesiewamy suche składniki do bananowej masy i ponownie mieszamy. Dodajemy dowolne dodatki. U mnie dwie kostki gorzkiej czekolady 85%, parę orzechów włoskich i garstka suszonej żurawiny.
Naczynko do zapiekania wykładamy papierem. Przekładamy masę. Pieczemy ok.30 min w 190 stopniach. Lekko studzimy i podajemy.
Smacznego!


***

Zgubiłam siebie. Nadmiar bodźców, presji, stresu i zewnętrznych nieszczęść. Upadam znowu, ale tym razem głośno się do tego przyznaję, nie ukrywam. 

poniedziałek, 14 marca 2016

Czas na małe co nieco #Peanut butter cups

Peanut butter cups a'la Reese's(wegańskie)

Czekolada i masło orzechowe. Połączenie idealne. W XIX w. twórca słynnych czekoladek doszedł do tego samego wniosku i stworzył jedne z najbardziej popularnych słodyczy na świecie. Czekoladek tych dane mi było spróbować w Anglii. Jednak największy szał na nie jest chyba w Stanach Zjednoczonych. Tam oprócz standardowych babeczek sprzedawane są przeróżne batoniki, ciastka a nawet płatki śniadaniowe w tych właśnie smakach. 
U nas w Polsce jednak nie są popularne i nie można ich spotkać w każdym sklepie. Dlatego warto spróbować przyrządzić własną wersję. Tym bardziej, że można przyrządzić wegańską wersję, która gwarantuje wam zasmakuje wszystkim wielbicielom słodkości. A minimalizm składników sprawi, że takie małe grzeszki w postaci paru czekoladek nie będą dręczyły nas takimi wyrzutami sumienia.

Przepis na peanut butter cups:
(8-9 babeczek)

60g + 20 g oleju kokosowego
4 łyżki + 1 łyżka kakao
3 łyżki + 1 łyżka syropu z agawy
masło orzechowe
szczypta soli

Pierwszą partię oleju kokosowego rozpuszczamy w rondelku. Dodajemy kakao, syrop i szczyptę soli, podgrzewając razem przez ok 2 min. Do silikonowych foremek do babeczek dajemy po ok. 1 łyżce masy. Wstawiamy do lodówki na 15-20 min. Po tym czasie do każdej foremki na czekoladę dajemy po ok. 1/2 łyżeczki masła orzechowego. Przygotowujemy identycznie jak wcześniej drugą część czekolady i polewamy nią czekoladki. Schładzamy czekoladki przez ok. 3 godziny. 
Smacznego!



***

Dzwoni budzik. Zaczyna się nowy tydzień. 5.30 podnoszę głowę. Ale zaraz zaraz? Czyżby to słońce wychylało się zza bloku? A na zewnątrz tak jakby jaśniej. 

wtorek, 8 marca 2016

Czas na obiad #Zieleń w sercu

Kotlety jaglano-brokułowe podane z odsmażanymi ziemniakami z przyprawami(wegańskie)

Chyba większość z nas tęskni za wiosną. Za zielenią na drzewach, ciepłymi promykami słońca ogrzewającymi twarz podczas spaceru i lekkim ciepłymi wietrzykiem podwiewającym spódnice i włosy. Wiosna kojarzy nam się również z coraz większą ilością sezonowych warzyw i owoców. Luty i marzec to chyba takie miesiące, kiedy w sklepach nie pojawia się żaden nowy polski produkty jak warzywa i owoce. Są jednak takie warzywa, które są dostępne przez caluśki rok. I nawet te importowane z Hiszpanii smakują całkiem nieźle. U mnie takim warzywem jest brokuł. Zajadam się nim przez cały rok. To zdecydowanie mój ostatni ulubieniec. Jak dla mnie pasuje niemalże do wszystkiego. Nie próbowałam go chyba tylko jeszcze na słodko. 
Dzisiaj przedstawiam wam bardzo prostą w przygotowaniu, ale świetną w smaku propozycje. Takie kotlety można podać jako normalny zamiennik do tradycyjnego obiadu z ziemniakami i surówką, świetnie sprawdzą się także jako nadzienie do burgera czy zjadane na zimno jako przekąska. 
Wszystkie warianty sprawdzone i posmakowane!

Przepis na kotlety jaglano-brokułowe:
(ok.5-6 średnich kotletów)

5-6 łyżek kaszy jaglanej
1/2 główki brokuła
2 ząbki czosnku
1/2 łyżeczki kolendry
1/2 łyżeczki pieprzu ziołowego
1/2 łyżeczki ziół prowansalskich
1/2 łyżeczki płatków chilli
1/4 łyżeczki kminu rzymskiego
sól

Kaszę jaglaną ugotować na wodzie. Odstawić do wystudzenia. W międzyczasie ugotować również brokuła i odstawić do ostudzenia. Brokuła podzielić na mniejsze kawałki i dodać do kaszy. Dodać wszystkie przyprawy oraz wyciśnięty czosnek. Mieszamy do powstania bardzo gęstej, dającej się formować masy. Najlepiej to zrobić rękoma. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Blachę do pieczenia wykładamy papierem. Formujemy kotlety i kładziemy na blaszce. Pieczemy ok.30 min. W połowie czasu pieczenia obracamy kotlety na drugą stronę. Lekko studzimy i podajemy.
Smacznego! 

sobota, 5 marca 2016

Mocny start

Batony z suszonych fig z orzechami i płatkami owsianymi podane z bananem

W tygodniu kiedy nie mamy czasu przygotowywać śniadania, a potrzebujemy z rana porządnego kopa, z pomocą mogą przyjść takie batony. Wypchane po brzegi suszonymi owocami, ziarnami i płatkami. Takie śniadanie potrafi nam zapewnić dużo energii, która stopniowo przez parę godzin będzie się uwalniać, a oprócz tego wiele błonnika, zdrowych tłuszczy w postaci orzechów i innych witamin i soli mineralnych, które zawarte są w tych paru składników.
Jeśli nadal nie jesteście przekonani to mogę dodać, że są pyszne i słodkie. Takie batony potrafią porządnie zaspokoić ochotę na coś słodkiego. Przy okazji nie sięgniemy przy tym po kupne, niezdrowe słodycze. Zawsze takiego batona można spakować do torebki i wyciągnąć gdy złapie nas kryzys na mieście czy w szkole/pracy.
Na śniadanie, przekąskę czy podwieczorek - niech moc będzie z wami!

Przepis na batony z suszonych fig:
(ok.6-8 batonów)

1 szklanka suszonych fig
100 g rodzynek
25 g orzechów laskowych
25 g orzechów włoskich
30 g ziaren słonecznika
30 g pestek dyni
30 g siemienia lnianego 
50 g płatków owsianych
wrzątek do zalania suszonych owoców

Figi i rodzynki zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na minimum 30 min. W międzyczasie mielimy/miksujemy wszystkie orzechy i ziarna. Możemy zostawić większe kawałki. Figi i rodzynki odsączamy i również miksujemy na gładką masę. Łączymy zmielone orzechy, zmiksowane owoce i całe płatki owsiane. Przekładamy do plastikowego pudełka lub foremki do pieczenia wyłożonej papierem. Wstawiamy do lodówki na min.3-4 godziny.
Smacznego!