sobota, 31 października 2015

Gdzie ten październik? #Miesiąc w zdjęciach

Październik minął mi w tak zastraszająco szybkim tempie, że ja naprawdę nie wiem co się wtedy działo. Nawet zdjęć tak jakoś mało, bo nawet nie wiedziałam, że to tak szybko minie. Mało co w tym miesiącu spędzałam czasu poza domem i szkołą, bo naprawdę zaprzątały całą moją uwagę i czas. Dlatego dzisiejsze migawki zdjęć są głównie z jedzeniem. Oprócz nauki właśnie tym zazwyczaj się w domu zajmuję. Po prostu na nic innego nie ma czasu. 
W tym miesiącu mam zamiar jednak się nieco poprawić, gdyż życie w ten sposób przeleci mi przez palce. Czas ustalić poważne priorytety i zorganizować czas. Trzymajcie za mnie kciuki!

Październik zaczęty najlepiej jak się dało. Ciasto bananowe, kawa i ulubiony magazyn.


Uczniowie też świętują Święto Edukacji Narodowej - w kawiarni.

Ulubiona sałatka października, na którą przepis znajdziecie na blogu.

Najlepsze prezenty są te własnoręcznie wykonane.

Kraków się rozkręca z wegańskimi imprezami i z Weroniką nie możemy przegapić okazji.

Sobota - dzień porannych bajek.

Pierwsze w życiu domowe spring rollsy i najlepszy sos orzechowy pod słońcem!

Bo najlepiej smakuje w towarzystwie.

W końcu się doczekałam pięknej złotej jesieni, którą się zachwycam podczas powrotów ze szkoły.

"Superfood" w soczku?

Kolejny jedzeniowy festiwal i wegańskie jedzenie.

Zadowolenie innych to najlepsza aprobata dla twórcy. Dumna z własnego dzieła.


Kolejny miesiąc zacznę poza miastem. Z rodziną w wiejskim zaciszu. Będę starała się zrelaksować, ale i tym razem są na to marne szanse, bo przyszły tydzień zapowiada się zabójczy. Tym razem to będzie tydzień "byle przeżyć wtorek", ale na razie... Postaram się cieszyć weekendem. Z jedną nogą w książkach, a drugą w drodze na kolejne cmentarze.

czwartek, 29 października 2015

479. Perły krwiście skąpane.

Kokosowa tapioka podana z duszonymi śliwkami i płatkami migdałów

Dzisiejsze śniadanie skojarzyło mi się z nadchodzącym dniem, który obchodzony jest w krajach anglojęzycznych i który powoli zaczyna wkraczać do naszego kraju. Mowa tu oczywiście o Halloween. W szkole ludzie zaczynają wymyślać stroje i przebrania. Ja jednak nie uczestniczę w dyskusji i całkiem przypadkiem zrobiłam takie śniadanie, które od razu skojarzyło mi się z tym dniem. Ja jednak nie obchodzę tego "święta". Fajnie jest się przebrać i pobawić, ale ten czas jest dla mnie i dla mojej rodziny bardzo nostalgicznym czasem. Odwiedzamy zmarłych i jeździmy prawie po całej południowej Polsce. Na "świętowanie" Halloween nawet nie ma czasu. 
Ale moja tapioka przynajmniej dzisiaj jest krwista.
Swoją drogą pojawiła się w mojej kuchni dzisiaj po raz pierwszy. Jak wrażenia? 
Tapioka sama w sobie jest bez smaku. Jedni mogą uznać za wadę, ale dla mnie to zdecydowanie zaleta. Przecież możemy nadać tym małym perełkom smak jaki tylko chcemy! Dlatego nasza wyobraźnia w przypadku tapioki jak najbardziej może się rozwijać!
Tym razem wykorzystałam otwarte w lodówce mleczko kokosowe oraz coraz bardziej miękkie śliwki. Nie łączyłam jeszcze nigdy tych dwóch produktów, ale stwierdziłam, że warto spróbować i nie myliłam się.

środa, 28 października 2015

478. Dyniowa uczta.

Kokosowo-dyniowe owsiane ciastka z daktylami i gorzką czekoladą, pumpkin spice latte

Dzisiejsze śniadanie uważam za jedno z tych rozpustnych. W końcu nie codziennie jada się ciastka popijając kawę z bitą śmietaną niczym ze znanej randomowej kawiarni.
Ciastka co prawda jedne z tych zdrowszych, ale przy moich ostatnich szybkich i niewymagających zbyt dużych prac śniadań. Ale tego właśnie dzisiaj mi trzeba było. Chwila zatrzymania i delektowanie się śniadaniem jakoś mnie uspakaja. A przy ostatnim natłoku obowiązków i ciągłej gonitwie, dzisiejszy poranek był zbawiennym. Bo za chwilę zacznie się od nowa.


Przepis zarówno na ciastka jak i pumpkin spice latte mogę dodać wieczorem, jeśli będziecie chcieli.


Zakasam rękawy i ruszam. Kolejny raz, według takiego schematu zaczynam dzień. Ile jeszcze wytrzymam? Ile czasu człowiek może działać niczym maszyna i chodzić jak w zegarku? 

niedziela, 25 października 2015

477. Nie ma tego złego...

Gruszka duszona w miodzie akacjowym z imbirem w drożdżowym cieście gryczanym

Tak to jest, gdy się człowiek śpieszy. Głód z rana nie pozwolił mi być dzisiaj cierpliwym, więc moje śniadanie nie wyszło tak jak powinno. Miał być pieróg calzone nadziany duszoną gruszką. Oczywiście ciasto drożdżowe zrobiłam wieczorem i rosło przez noc w lodówce. Zapomniałam jednak o gruszkach. Dlatego udusiłam je rano i nie pozwoliłam im wystygnąć i władowałam je na ciasto. Trochę nie przemyślałam tego ruchu, bo ciasto zaczęło się rozlepiać i pękać. Ile się na główkowałam jak tu w miarę w całości włożyć je do pieca. Nie chciałam przecież wszystkiego wyrzucać. Dobrze, że tego nie zrobiłam, bo przecież efekt może nie jest piękny, ale smaczny.



I ta sytuacja powinna mnie też trochę nauczyć odnośnie życia. Nie ma takiej sytuacji, z której nie dałoby się wyjść. Zawsze jest jakieś rozwiązanie. Może i nie przychodzi ono od razu, ale trzeba dać sobie trochę czasu. Wbrew wszystkiemu, jednak tego czasu jest wiele, tylko trzeba wiedzieć jak go wykorzystać.

sobota, 24 października 2015

476. Grzejnik w miseczce.

Dyniowe lane kluski na mleku podane z syropem klonowym, pestkami dyni i suszoną morwą białą

Nigdy wcześniej się tak nie rozgrzałam przy jedzeniu śniadania! Owsianka, gorąca herbata czy termofor też rozgrzewają, ale to śniadanie zdecydowanie wygrywa ze wszystkimi tymi rzeczami. A przyszła taka pora roku, że kaloryfery na ścianie nie zawsze dają radę nas ogrzać i spełnić swoje zadanie do końca. Koc też się przyda, herbatą nie pogardzę, ale już wiem co zjeść, aby pozbyć się zziębniętych rąk i stóp. 
Dodanie morwy do gorącego mleka było najlepszą decyzją dzisiaj. Idealnie zmiękła i oddała swoją słodycz do reszty dania. Poezja!


Przepis na dyniowe lane kluski na mleku:

95 g puree z dyni hokkaido
1/3-1/2 szklanki wody do uzyskania konsystencji
40 g mąki żytniej
1 łyżeczka mielonego lnu
1/2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka ksylitolu(lub innego słodzidła)
300 ml mleka roślinnego

Puree z dyni wymieszać z wodą i mąką. Dosypać len i przyprawy. Odstawić na ok.5 min. 
W tym czasie zagotować mleko.
Na gotujące się mleko wykładamy małą łyżeczką kluski. Po ponownym zagotowaniu gotujemy ok.2-3 min. Podajemy z ulubionymi dodatkami.
Smacznego!


***


Zmęczenie materiału? Coś na pewno jest nie tak. Ciągły ból głowy, pogarszające się wyniki i nieustanne zmęczenie. Na zmęczenie i ból głowy ratuję się kawą. O wynikach nie będę może się rozpisywać, bo sama nie wiem co się dzieje i nie potrafię sobie poradzić.
Jedyne pocieszenie na dziś - badania wyszły dobrze, wszystko w porządku. Dlaczego więc mój organizm nie funkcjonuje jak ciało każdej kobiety?


czwartek, 22 października 2015

475. Związek z fasolą.

Kakaowy placek fasolowy podany z pastą chałwową z morwą i śliwkami

Śniadanie może i nie wygląda, może zdjęcia nie są najpiękniejsze i może nie jestem z tym pomysłem nowa, ale jednak się tu pojawiam. Uwierzcie mi, że to śniadanie to naprawdę bardzo dobry początek dnia. Słodka pasta chałwowa z morwą, odżywcza fasola i bogate w pierwiastki kakao. Niczym wisienka na torcie - śliwki. Kolejny przyjemny akcent. Dawno tak dobrego połączenia nie jadłam. 
Albo po prostu może w końcu zatrzymałam się na chwilę i skupiłam tylko na jedzeniu, a nie załatwianiem milion spraw jednocześnie?


Przepis na kakaowy placek fasolowy:

120 g ugotowanej fasoli (może być z puszki)
1 jajko
30 g mąki pszennej pełnoziarnistej
1 łyżka kakao
1 łyżka syropu klonowego
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Fasolę zmiksować na gładką masę. Białko ubić, a żółtko wraz z syropem klonowym dodać do fasoli. Ponownie zmiksować i dodać mąkę, kakao i proszek do pieczenia. Wymieszać. Na sam koniec dodać ubite białko i delikatnie wmieszać do masy. Rozgrzać patelnię i lekko natłuścić. Smażyć placek ok. 4-6 min pod przykryciem, po czym przewrócić na druga stronę i smażyć jeszcze przez chwilę. Podać z ulubionymi dodatkami. 
Smacznego!


Doba taka krótka, tyle rzeczy do zrobienia. Może gdyby nie siedziałoby się na podłodze przez godzinę i słuchaniu smutnych piosenek z niezindentyfikowanymi kroplami na policzkach, zdążałoby się ze wszystkim?

wtorek, 20 października 2015

474. Fasolowe pieguski.

Bananowo-kokosowe ciastka z fasoli z gorzką czekoladą

Dzisiejsze śniadanie w wersji na wynos. Badania krwi niestety wymagają ode mnie poświęcenia, aby tych parę godzin wytrzymać bez pożywienia. Chyba najbardziej znienawidzona przeze mnie wizyta w przychodni, to właśnie ta, gdy musimy przyjść na czczo i upuścić do fiolki trochę krwi. O tyle to drugie mi w zupełności nie przeszkadza, to wytrzymać na głodnego przynajmniej 3 godz po przebudzeniu to dla mnie katorga.
Na szczęście czekały na mnie upieczone dzień wcześniej i przygotowane takie pyszności. Kawa zrobiona do termosu co prawda trochę ostygła, ale i tak nie mogę narzekać, że śniadanie miałam złe. 

Przepis na bananowo-kokosowe ciasteczka z fasoli z gorzką czekoladą:
150 g białej fasoli z puszki
1 dojrzały banan
15 g mąki kokosowej
szczypta soli
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 kostki gorzkiej czekolady

Fasolę z bananem zblendować na gładką masę. Gorzką czekoladę posiekać i wraz z resztą składników dodać do naszej papki. Wymieszać. Blachę do do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia. Zwilżonymi dłońmi uformować ciasta. Piec ok.15 min w 180 stopniach. Ostudzić na kratce.
Smacznego!


niedziela, 18 października 2015

473. Niestandardowe rollsy.

Orkiszowo-gryczane bananowe cinnamon rolls

Gdy tylko przychodzi weekend, przychodzi ochota na pieczenie i gotowanie. Może nawet nie ochota, bo chęć jest zawsze, ale czasu brak. A weekend przecież na wszystko jest czas. Co z tego, że zamiast uczyć się na kolejne sprawdziany wyrabiam ciasto czy obserwuję jak drożdżówki rosną. Ten czas w ciągu tygodnia staram się wykorzystać do końca pod każdym względem, choć zdarzają się też takie, gdy jedyne na co się ma ochotę to przeleżeć w łóżku cały dzień z książką lub przed telewizorem. 
Oczywiście również wtedy mamy ochotę na dobre jedzenie. Dlatego też czy jesteście zabiegani czy leniuchujecie, polecam zrobić drożdżówki. Uwierzcie mi, na pewno nie pożałujecie!

Przepis na orkiszowo-gryczane bananowe cinnamon rolls:
(13 niewielkich drożdżówek)

3 szklanki mąki orkiszowej
1 szklanka mąki gryczanej
3 mocno dojrzałe banany
1 jajko + 1 żółtko
1/2 szklanki mleka
50 g masła
50 g drożdży
1/4 szklanki cukru brązowego

3/4 szklanki cukru brązowego
70 g masła
3 łyżeczki cynamonu

Mleko podgrzać. Drożdże rozrobić z łyżeczką cukru, aby stały się płynne i rozpuścić w letnim mleku. Odstawiamy na 10 min do wyrośnięcia.

Masło rozpuszczamy. Mąki przesiewamy. Banany rozdrabniamy na papkę. Łączymy ze sobą wszystkie składniki na ciasto wraz z zaczynem. Wyrabiamy gładkie ciasto. Ma być nieco luźne, ale nie może się kleić do rąk. Odstawiamy do podwojenia objętości na ok. 1 godzinę.

Masło na "nadzienie" rozpuszczamy. Cynamon łączymy z cukrem. Wyrośnięte ciasto wyrabiamy jeszcze przez chwilę, podsypując mąką w razie potrzeby i rozwałkowujemy na duży prostokąt o grubości ok.0,5 cm. Na cieście rozsmarowujemy masło i posypujemy mieszanką cukru z cynamonem(odstawiamy trochę do posypania wierzchu). Zwijamy w długą roladę i kroimy na części. Przekładamy drożdżówki na blachę wyłożoną papierem i przykrywamy. Odstawiamy do napuszenia na ok.30 min. 

Nagrzewamy piekarnik na 180 stopni. Po napuszeniu smarujemy drożdżówki białkiem i posypujemy resztką cukru. Pieczemy ok.20-25 min do złotego koloru. Studzimy na kratce.
Smacznego!


No i w końcu się doczekałam. Dzisiejsza niedziela będzie bardzo przyjemna. Oczywiście, trzeba się uczyć, bla bla bla. Ale czeka mnie dzisiaj miło spędzony czas z Weroniką na krakowskiej Veganmanii. Po dodanych postach na Facebooku przez organizatora nie spodziewam się, że szybko zdecydujemy się co zjeść. Nigdy chyba jeszcze nie było na takiej typu imprezie aż tylu dostawców. Na szczęście pogoda dopisuje, więc dobra zabawa gwarantowana.
Nauka nie ucieknie, a taka okazja zdarza się raz na rok. 

sobota, 17 października 2015

Czas na małe co nieco #Imprezowe babeczki

Babeczki z pestkami słonecznika, pestkami dyni, ziarnami sezamu, parmezanem i przyprawami posypane czarnuszką

Wychodząc na imprezę nieważne gdzie i do kogo, staram się zabrać coś ze sobą. Nie lubię przychodzić z pustymi rękoma, aby odwdzięczyć się jakoś gospodarzowi za zaproszenie. Czasem są to wypieki na słodko, a czasem właśnie na słono. Wczoraj właśnie padło na babeczki, ale nie takie zwykłe, bo z mnóstwem ziaren i aromatu nadanemu dzięki przyprawom. 
Babeczki nadają się zarówno na imprezę jako łatwa i szybka przekąska, jak i do codziennego spożycia zamiast zwykłych bułek czy jako przekąska między posiłkami. 


Przepis na babeczki z ziarnami i aromatycznymi przyprawami:
(12 babeczek)

375 g mąki 
(u mnie pszenna pełnoziarnista i gryczana)
1 szklanka mleka
2 jajka
125 g masła
2 łyżeczki proszku do pieczenia
4 łyżki ziaren sezamu
4 łyżki pestek dyni
4 łyżki pestek słonecznika
60 g startego parmezanu

przyprawy: sól, kurkuma, kumin, kolendra, sumak, papryka słodka wędzona, płatki chilli

Masło rozpuszczamy i odstawiamy do przestudzenia. Pestki i ziarna podprażamy na suchej patelni i przesypujemy do miski, aby nieco przestygły.
Do ziaren dodajemy mąkę, proszek do pieczenia, przyprawy, starty ser. Mieszamy.
W osobnej misce mieszamy masło z mlekiem i jajkami. 
Łączymy zawartości obu misek. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni. Wykładamy masę do papilotek do 3/4 ich wysokości. Posypujemy dodatkowo ziarnami - u mnie czarnuszka. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy ok.20 min. Studzimy na kratce.
Smacznego!

czwartek, 15 października 2015

472. Najprostsze - najlepsze.

Bananowe ciastka owsiane z orzechami włoskimi i gorzką czekoladą podane z serkiem wiejskim z granatem

Zamiłowanie do prostoty przejawia się u mnie ostatnio ze względu na ciągły pęd i natłok obowiązków. Zależy mi żeby jednocześnie było szybko i smacznie. Przygotowanie tych ciastek trwa 20 minut łącznie z pieczeniem, a przepis podstawowy składa się zaledwie z dwóch składników! Czy może być coś piękniejszego? 
Chyba tylko konsumpcja. Gdy zajada się te ciastka, nie dowierza się, że zrobione są z tak minimalnej liczby składników i że nie użyłam tam ani grama cukru, mąki czy tłuszczu. Ciastka też są odpowiednie dla wegan. Są źródłem wielu dobrych składników odżywczych. Czy mam wymieniać dalej?


Przepis na bananowe ciastka owsiane:
(ok.8 ciastek)
2 mocno dojrzałe banany
1 szklanka płatków owsianych

dodatkowo:
garstka orzechów włoskich (posiekanych)
3-4 kostki gorzkiej czekolady posiekanej w kostkeczkę
3/4 łyżeczki cynamonu
1/3 łyżeczki kardamonu
1/4 łyżeczki imbiru
szczypta soli i szczypta gałki muszkatołowej

Banany rozgniatamy na gładką papkę. Dodajemy płatki owsiane. Tutaj można dodać dowolne dodatki, ale jeśli ktoś woli jeszcze bardziej "dietetyczną wersję", nie musi nic dodawać. Radzę jednak wzbogacić ciastka o wartościowe orzechy czy czekoladę. Mieszamy wszystkie składniki. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Blachę do pieczenia wykładamy papierem. Z naszej masy zwilżonymi dłońmi formujemy ciastka i układamy na blasze. Pieczemy ok.15 min.
Studzimy i zajadamy.
Smacznego!


wtorek, 13 października 2015

471. Anomalia.

Dyniowo-kokosowy tofurnik na spodzie owsiano-daktylowo-orzechowym podany z karmelem z daktyli

Stan pogody to jakiś żart. Śnieg w połowie października zdecydowanie nie sprzyja większości ludzi. Wszystko rzuca się się na humor, samopoczucie i pracę. Anomalie nie występują więc tylko w stanie pogody, a także w stanie ludzi. 

Zero stopni za oknem, a ja zjadam właśnie śniadanie z lodówki. No i taka właśnie jestem ja. Ze skrajności w skrajność. Co z tego, że mi zimno i nie chce wychodzić się na zewnątrz, ale śniadanie na zimno zjem. Posłucham przecież swojego smaku i ochoty na dyniowy tofurnik, który chodzi za mną od dawna. Wewnętrzny głos został zaspokojony, więc można ruszać do szkoły. Dzisiaj na godzinę później. I tak mogę chodzić!


Przepis na dyniowo-kokosowy tofurniczek na owsiano-daktylowo-orzechowym spodzie:


3 łyżki płatków owsianych
łyżeczka masła orzechowego
5 daktyli + ok.40-50 ml wrzątku
szczypta cynamonu

150 g tofu
90 g puree z dyni hokkaido
1 łyżeczka mąki kokosowej + 1/4 szklanki wody
1/4 łyżeczki cynamonu
1 łyżka syropu klonowego bądź innego słodzidła

Daktyle na spód zalać wrzątkiem i odstawić na minimum 15 min. Gdy zmiękną rozgnieść je widelcem. Płatki zmielić niezbyt drobno. Wymieszać zmielone płatki, masło orzechowe, cynamon i daktyle wraz z wodą. Naczynko wykładamy papierem do pieczenia i przekładamy masę na spód. Pieczemy przez ok.10 min w 200 stopniach.

W międzyczasie przygotować masę "serową". Mąkę kokosową wymieszać wraz z wodą. Wszystkie składniki zmiksować ze sobą. Wykładamy masę na lekko wystudzony spód i pieczemy razem ok.30 min. 
Smacznego!

niedziela, 11 października 2015

Czas na małe co nieco #Sałatka soba

Sałatka soba z kapustą pekińską, kapustą czerwoną, marchewką i tofu w przyprawach

Jakiś czas temu zmieniając nazwę bloga na Przepis na szczęście obiecywałam, że na blogu będą pojawiać się wpisy inne niż śniadaniowe. Ostatnio tego zaniedbałam. Brak czasu, chwile złamania i przestawienie się na wczesne wstawianie dało mi się we znaki, co można chyba było odczuć ostatnio na blogu. Postanowiłam, że inne wpisy zostaną przywrócone, ponieważ światło o 5 rano nie zachęca do robienia zdjęć, a ja nie mam odpowiedniego sprzętu. Mam nadzieję, że nieco inne wpisy też wam się spodobają.
Na początek malutkich zmian przedstawiam mój mały przepis na szczęście. Bo szczęściem nie jest tylko dobre śniadanie, ale też dobre drugie śniadanie czy lunch w szkole. Umilenie w postaci jedzenia na przerwie potrafi naprawdę doładować człowieka i zmotywować do dalszej nauki. Nie zapominajcie o tym. 
U mnie ostatnio torebka do szkoły wygląda tak, że większość miejsca nie zajmują książki, a właśnie pudełka z jedzeniem. Dzisiaj w pudełku wyląduje u mnie właśnie ta sałatka. Już się nie mogę doczekać długiej przerwy!
Ale najpierw muszę przetrwać sprawdzian z chemii o 7.30.


Przepis na sałatkę soba:
(na ok.4 porcje)
1/2 opakowania makaronu soba
1/2 kapusty pekińskiej
1/4 kapusty czerwonej
2 marchewki
200 g naturalnego tofu
sos sojowy
olej sezamowy
przyprawa do dań azjatyckich(bądź własna mieszanka przypraw)
2 łyżki soku z limonki
1 łyżka miodu
1/3 szklanki masła orzechowego

Tofu pokroić w kostkę, zalać sosem sojowym, olejem sezamowym i doprawić przyprawą do dań azjatyckich. Odstawić na parę godzin do lodówki.
Podsmażyć tofu przez chwilę na oleju kokosowym. Odsączyć z tłuszczu i wystudzić.
Makaron ugotować w osolonej wodzie wg instrukcji na opakowaniu. Odcedzić i wystudzić.
Kapustę pekińską i czerwoną poszatkować. Marchewkę obrać i pokroić w cienkie słupki, bądź obieraczką zrobić cienkie plasterki. Wymieszać warzywa z makaronem. 
Masło orzechowe, 1/4 szklanki sosu sojowego, 2 łyżki oleju sezamowego, sok z limonki i miód wymieszać porządnie. Można to zrobić w słoiczku, aby łatwiej było wymieszać składniki sosu, potrząsając go. Polać sosem przygotowaną mieszankę. Na wierzchu ułożyć kawałki tofu.
Smacznego!

470. Modyfikacja dzieciństwa.

Dyniowa chałka z masłem i domowymi powidłami śliwkowymi

Zmagałam się wczoraj z wielkim dylematem. Miałam ochotę na jakiś dyniowy wypiek, ale było tyle pysznych pomysłów, że nie mogłam się zdecydować. Wiedziałam jednak, że wygra coś drożdżowego. Chyba już poznaliście moją słabość do drożdżowych wypieków. No więc drożdżówki czy chałka? Do samego końca nie wiedziałam, ale przy tworzeniu ciasta w końcu zapadła decyzja. Chałka. Kojarzy mi się z świętami i wakacjami u babci, kiedy to świeżą chałkę, zazwyczaj lekko ciepłą zajadałam z samym masłem. Czasem chciałabym wrócić do tych beztroskich czasów. Całe dnie spędzało się na zewnątrz, bawiąc, nie przejmując się chorobami i nieszczęściami świata. Jedzenie pod względem zdrowe, niezdrowe też nie miało znaczenia.


Przepis na dyniową chałkę:

80 g gęstego puree z dyni hokkaido
140 g mąki pszennej pełnoziarnistej
120 g mąki pszennej chlebowej
60 ml ciepłej wody
40 g oleju 
1 jajko
1/2 łyżeczki soli
50 g cukru pudru
18 g świeżych drożdży

Drożdże z łyżeczką cukru rozrobić. Dodać łyżeczkę i ciepłą wodę. Wymieszać porządnie i odstawić do wyrośnięcia na 10-15 min. 
Wymieszać mąki, sól, resztę cukru. Dodać wyrośnięty zaczyn, jajko(zostawiamy łyżkę do posmarowania wierzchu), olej i puree. Wyrobić gładkie i elastyczne ciasto. Odstawić na godzinę do wyrośnięcia w ciepłe miejsce.
Po tym czasie krótko jeszcze raz wyrobić i podzielić na 4 części. Uformować 4 wałki i zapleść w warkocz. Przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia, przykryć i odstawić na 30 min.
Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni.
Po napuszeniu posmarować  resztką jajka i można posypać pestkami dyni. Pieczemy przez ok.30 min. W razie wątpliwości sprawdzamy patyczkiem. 
Studzimy i podajemy.
Smacznego!


czwartek, 8 października 2015

469. Jak z placu Pigalle.

Bananowe placki twarogowe podane z waniliowym kremem kasztanowym i kasztanami jadalnymi

Gdy mama spytała się co dzisiaj będzie na moim talerzu, zaczęła cytować kwestię ze starego serialu o kasztanach na placu Pigalle. Nie wiem niestety jak smakują tamtejsze kasztany. Do dzisiaj nie wiedziałam w ogóle jak smakują. Pierwszy raz miałam styczność z jadalnymi kasztanami i bardzo mi spasowały. Jeśli nie macie dostępu do kasztanów, macie jeszcze jedno wyjście. Gdy jesteście choć troszkę ciekawi tego smaku, lećcie do Lidla, bo trwa tydzień francuski i dostępny jest tam właśnie krem kasztanowy. Jego skład o dziwo ma tylko 3 pozycje! Warto spróbować!


Ludzie mają problem z podejmowaniem świadomych i dojrzałych decyzji. Błądzą wśród innych i szukają pomocy, rady. Często jednak przeradza się to w mocne wpływy. Często sami nie jesteśmy do nich przekonani. Nie mówię, żebyśmy nie szukali rady, ale nie bójmy się też odezwać i wyrazić własne zdanie. Każdy ma prawo je mieć.

środa, 7 października 2015

468. Nie takie złe.

Precel bawarski z domowym hummusem i kiełkami brokuła

Co robi uczeń liceum byle się nie uczyć? Hummus! 
Robiłam kiedyś hummus, ale nie przypadł mi do gustu. Nie skreśliłam go jednak i skorzystałam z najlepszej receptury. Jadłonomia jak zwykle spisała się na medal. Ten hummus jest naprawdę idealny jak sam tytuł wskazuje.
Wczoraj przy okazji zakupów w Lidlu zobaczyłam też tą nowość w ofercie pieczywa. Jako rodowita krakowianka i zjadacz precli - czyli krakowskich obwarzankach, nie mogłam przejść koło tego wypieku obojętnie. 
Smak jest całkiem inny od tradycyjnego krakowskiego precla, całkiem inna struktura, ale pasuje mi. Hummus idealnie się tu spisał.
Mimo wszystko wolę regionalny krakowski wypiek.


Życie nie jest złe. Nie można myśleć, że wszyscy są przeciwko nam. Inni ludzie mają swoje własny problemy i przez to ranią również inne, przypadkowo spotkane osoby. Dlatego zdarzają się gorsze dni, ale to nie znaczy, że mamy złe życie.

wtorek, 6 października 2015

467. Odkrycie pod wpływem chwili.

Budyniowy omlet z nutką toffi* podany z pastą chałwową z morwą i brzoskwinią
*z dodatkiem budyniu o smaku toffi

Nowe odkrycie, bardzo smaczne odkrycie, które powstało pod wpływem chwili, podczas dodawania odrobiny proszku do pieczenia. Dzięki budyniowi uzyskałam nie tylko niepowtarzalny smak, ale także bardzo ciekawą konsystencję. Nie dodałam ani grama cukru czy innego słodzidła, a to śniadanie idealnie pobudziło moje słodkie podniebienie. 
Usmażenie tego omletu uświadomiło mi także, że ubijanie białek do smażenia omletu nie jest potrzebne, a ubicie całych jajek powoduje nawet lepszy efekt, bo omlet nie opada tak szybko i zachowuje swój kształt.


W życiu trzeba ustalić pewne priorytety. Nie ma ludzi, którzy robią wszystko dobrze czy interesują się wszystkim. Warto wyważyć swoje możliwości i swoje chęci. I szkolić się w tym, w czym naprawdę jesteśmy dobrzy. 

niedziela, 4 października 2015

466. Chwila dla siebie.

Chlebek bananowy z polewą z gorzkiej czekolady i orzechami włoskimi

Może usłyszę od niektórych słowa krytyki - "ciasto na śniadanie?!", "tak bezwartościowo?!", "bez owoców?!", "a wartości odżywcze?!", ale już mnie takie komentarze nie obchodzą. Jem to co lubię, jem jak mi się podoba i jem na co mam ochotę. Czasem mniej zdrowo, czasem bardziej, ale nabrałam już do tego wszystkiego dystansu. Życie nie jest po to by wiecznie sobie odmawiać przyjemności, szczególnie gdy po ciężkim tygodniu ma się ochotę na chwilę przystopować.
I taki jest mój dzisiejszy poranek. Chwilą dla siebie, z ulubioną kawą, ciastem i magazynem.
To takie 30 min tylko dla mnie. Bez żadnych bodźców z zewnątrz. 
I teraz jestem gotowa by się zmierzyć ze światem. Z lekcjami, nauką i rodzinnym spotkaniem.


Chlebek powstał z okazji imienin mamy. To już mój popisowy wypiek, którym tata chwali mnie po wszystkich znajomych, więc poprosił mnie abym go upiekła, by mógł powiedzieć "To moja córa upiekła!". Takie słowa bardzo motywują i uświadamiają, że warto spędzić tyle godzin w kuchni w ciągu całego tygodnia. 
Słowa aprobaty ze strony innych osób też motywują. 

Przepis na chlebek bananowy:
(forma 25x35cm)

5 bananów
2 jajka
250 g mąki pszennej 
250 g mąki pszennej pełnoziarnistej
190 g miękkiego masła 
190 g cukru trzcinowego
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki soli

Masło ucieramy z cukrem na puszystą masę. Dodajemy jajka i dalej miksujemy. Rozgniecione wcześniej banany ze szczyptą soli i przyprawami dodajemy do masy. Na koniec przesiewamy mąki i proszek do pieczenia. Mieszamy porządnie szpatułką. Formę do pieczenia wykładamy papierem. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Przelewamy masę do formy i wstawiamy do piekarnika na ok.60 min. Po upływie czasu sprawdzamy ciasto patyczkiem czy nie jest surowe. 
Studzimy. Można polać czekoladą i udekorować orzechami. 
Smacznego!

sobota, 3 października 2015

465. Powrót do łask.

Migdałowe naleśniki orkiszowe podane z kremem awokado-banan-kakao, granatem i płatkami migdałów

Dawno nie świętowałam naleśnikowej soboty. Zła passa w smażeniu naleśników powoli odchodzi. Co prawda te naleśniki też nie obyły się bez przygód, ale przynajmniej skończyły w całości i całkiem nieźle się prezentowały na talerzu, nie wspominając o smaku. 
Krem awokado-banan-kakao ma dzisiaj dodać mi mnóstwa energii i pobudzić do działania. Dzisiaj muszę pogodzić naukę, robienie zadań ze sprzątaniem, gotowaniem związanym z dzisiejszą imprezą. 
Nie obyło się też bez mojego nowego uzależnienia - kawy. Nie chciałam się uzależniać, nie chciałam, żeby coś mnie kontrolowało. Ostatnio jednak zauważyłam, że nie wypijając kawy o poranku, ból głowy pojawiał się w szkole i nie mogłam wytrzymać. Z drugiej strony uwielbiam jej smak i zapach. 
Oficjalnie staje się towarzyszką moich śniadań.


Nowy przypływ energii. Czy to ze względu na słowa pewnej osoby, na której bardzo mi zależy czy od dwóch cyferek, które miło mnie wczoraj zaskoczyły? Mam nadzieję, że dobra energia i chęć do życia mnie tak szybko nie opuszczą. Nieważne, że do roboty jest więcej niż zwykle. Jakoś już mnie to nie przytłacza, jakoś tak mi dobrze z tym. Dam radę, prawda?