poniedziałek, 31 sierpnia 2015

438. Talerz perfekcyjny.

Kokosowe ricotta hotcakes z malinami podane z resztą malin, gorzką czekoladą i syropem klonowym

Mała przerwa we własnej kuchni była spowodowana wyjazdem kuchni. Z tej okazji w głowie narodziło się mnóstwo pomysłów przy rozwiązywaniu zadań z chemii czy czytaniu książki Dana Browna. Jeden z nich widzicie w dzisiejszym poście. Ricotta hotcakes to zdecydowanie moje ulubione placki. Za każdym razem jak je robię, pluję sobie w brodę, że robię je tak rzadko. Chociaż może gdybym robiła je częściej, szybko by mi się znudziły?
Te jednak były inne. Do tej pory najlepsze. Pierwszy raz pojawiła się w nich mąka kokosowa, a także świeże owoce. Maliny teraz chyba będe dorzucała wszędzie. Wczoraj wróciłam z ich wielkim zapasem od babci. Zaraz większość wyląduje w zamrażalniku, a później biorę się za produkcję drożdżówek. 


Przepis na kokosowe ricotta hotcakes z malinami:
125 g ricotty
1 jajko
1/4 szklanki mleka
15 g mąki kokosowej
30 g mąki ryżowej(może być inna)
1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka słodzidła(u mnie domowy cukier waniliowy)
szczypta soli
garść malin

Jajko ze szczyptą soli miksujemy na najwyższych obrotach miksera do uzyskania puszystej piany. Dodajemy ricottę, mleko, słodzidło i proszek do pieczenia. Miksujemy już na mniejszych obrotach lub mieszamy łyżką. Dodajemy mąki i znów miksujemy/mieszamy. Na sam koniec dodajemy maliny i delikatnie rozprowadzamy w cieście. Rozgrzewamy patelnię i lekko ją natłuszczamy. Wylewamy ciasto na patelnię - 1 łyżka - 1 placek. Przykrywamy. Smażymy ok. 3-5 min z każdej strony. Podajemy z ulubionymi dodatkami.
Smacznego!


Przepraszam za dzisiejsze zdjęcia. Wiem, że nie są najlepsze, ale światło słoneczne dzisiaj ze mną nie współpracowało.

czwartek, 27 sierpnia 2015

437. Wspólne marchewkowe chwile.

Marchewkowe bułeczki drożdżowe nadziane morelami/borówkami posypane płatakmi migdałowymi/owsianymi podane z morelą,borówkami i orzechami laskowymi

Jak to jest, że przyrządzanie wspólnych posiłków, a później ich jedzenie sprawia o wiele więcej radości niż robienie tego samemu. Wspaniale jest mieć właśnie taką osobę, z którą można wypróbować coś nowego i na spokojnie cieszyć się każdym kęsem. Naprawdę warto pielęgnować takie znajomości. 
Dlatego ludzie z blogosfery są dla mnie tacy ważni. W waszym towarzystwie czuję się tak rodzinnie i czuję, że wszystko jest tak jak być powinno. Nie czuję się już odludkiem, ani nie muszę się ubiegać o czyjąś akceptację. 


Dzisiejsze śniadanie zostało zjedzone w końcu na tarasie u Weroniki. I to u niej znajdziecie więcej zdjęć i lepszą fotorelację. Ja wstawię wam tylko krótkie migawki ze śniadania uchwycone telefonem.
Nie mogłam się nim z wami nie podzielić, bo było naprawdę pyszne. Wczorajsze wieczorne eksperymentowanie opłaciło się, bo przy okazji zrobiłyśmy marchewkowe bajgle do kolacji. 
Ciasto drożdżowe jest wegańskie, a dzięki marchewce nabiera przyjemnej wilgoci. Bynajmniej nie jest przesuszone czy zbyt twarde jak się wczoraj obawiałyśmy. Warto zrobić naprawdę większą porcję i cieszyć się nimi zarówno do kolacji jak i śniadania tak jak my.


Przepis na marchewkowe ciasto drożdżowe:
(ok.8 mniejszych bułeczek)

250 g marchewki
1 1/2 szklanki mąki
(u nas 1:1 pszenna pełnoziarnista i orkiszowa)
50 ml mleka sojowego (letniego)
4-5 g suchych drożdży
1 łyżka cukru trzcinowego
szczypta soli
50 g oleju kokosowego

Marchewkę obrać i umyć. Zagotować i osolić wodę. Marchewkę ugotować do miękkości i ostudzić. Zblendować ją na puree.

Połączyć mąki, sól*, cukier*, drożdże i podgrzane mleko. Wyrobić. Dodać stopniowo, łyżka po łyżce puree marchewkowe, wciąż wyrabiając ciasto. Na sam koniec wyrabiania powoli dodać płynny olej kokosowy i zagnieść ciasto do odpowiedniej konsystencji (ciasto nie powinno się lepić do rąk i powinno być elastyczne). Uformować kulę i odstawić na ok. godzinę do wyrośnięcia.
Po tym czasie podzielić ciasto na porcje i zapleść lub uformować pożądany kształt. Bułeczki są zarówno dobre z wytrawnymi jak i słodkimi dodatkami.
Po nadaniu formy naszym bułeczkę odstawić je na blaszy wyłożonej papierem do ponownego wyrośnięcia na ok.20-30 min. W międzyczasie rozgrzać piekarnik do 180 stopni.
Po wyrośnięciu posmarować jajkiem/mlekiem i posypać ziarenkami/płatkami.
Piec ok.20 min. Ostudzić na kratce.
Smacznego!

*jeśli robimy bułeczki na słodko dodajemy więcej cukru, a jeśli na wytrawnie - soli


zródło inspiracji: Magazyn "Kuchnia" nr 8 - sierpień

środa, 26 sierpnia 2015

436. Tartaletka z uszami.

Kokosowe tartaletki na fasolowym spodzie z kremem z tofu i malinami

No i rozkręciłam się z tą fasolą. Wczoraj krem, dzisiaj tartaletki. Co obstawiacie następnego z fasoli? Czaję się jeszcze na gofry, ale to muszę uzupełnić zapasy strączkowe. Jeśli po wczorajszym ktoś by miał wątpliwości co do fasoli w daniach na słodko, niech się szybko zabiera za te tartaletki!
Nie wiem czy to przypadek, ale po ułożeniu ich na talerzu skojarzyły mi się z Myszką Miki! Ale może to tylko moje zboczenie, bo swego czasu uwielbiałam wszystkie rzeczy z jej motywem.
Większa tartaletka tworzy głowę, a dwie mniejsze uszy. Mam nadzieję, że to widzicie, a nie okaże się, że jestem jakaś stuknięta.


Przepis na kokosowe tartaletki na fasolowym spodzie i kremem z tofu:

spód:
100 g fasoli
1 białko
czubata łyżka mąki kokosowej
łyżka soku z cytryny
słodzidło

krem:
100 g tofu
10 g mąki kokosowej
60 ml mleka
1 łyżka soku z cytryny 
słodzidło

maliny

Fasolę z białkiem i sokiem z cytryny zmiksować. Dodać mąkę i słodzidło. Wymieszać do konsystencj takiej, aby można było nią wylepić foremki.
Nagrzać piekarnik do 180 stopni. Wylepić fasolową masą spody i boki, po czym zapiec je przez ok.20 min.
W międzyczasie rozgnieść tofu widelcem. Dodać mleko i sok z cytryny i zmiksować. Na sam koniec dodać mąkę kokosową i słodziło. Wymieszać. Na podpieczone spody wyłożyć masę i powtykać w nią maliny. Zapiec razem ok.20-30 min. Pozostawić do ostudzenia.
Smacznego!


Nie mogę się doczekać dzisiejszego popołudnia. Kto by pomyślał, że taka znajomość przez internet może przerodzić się w coś takiego, prawdziwego i szczerego. Mam nadzieję, że to nie tylko na chwilę, że rzeczywistość i rok szkolny nie zaburzy nam znajomości. 

wtorek, 25 sierpnia 2015

435. Debiutancka rola fasoli.

Orzechowo-bananowy zapieczony krem z fasoli podany z borówkami i cukrem pudrem

Pierwszy raz fasola na słodko. Tyle przepisów na nią się już u mnie piętrzyło, że postanowiłam jeszcze w wakacje któryś zrealizować. Jeszcze mam na to czas, by coś wymyślić bardziej ambitnego, bo obawiam się, że od września moimi śniadaniami dzień w dzień będą jakieś płatki na mleku. Dlatego dziś poeksperymentowałam z fasolą. Teraz żałuję, że zrobiłam to dopiero teraz. Fasola jest wyczuwalna tylko wtedy, gdy za mało posłodzimy lub nie użyjemy dodatków. Jednak masło orzechowe z bananem dały radę. Fasola nadała super konsystencji. Śniadanie zdecydowanie do powtórzenia. 


Przepis na orzechowo-bananowy krem z fasoli:
140 g fasoli
1 białko
1 dojrzały banan
35 g masła orzechowego
słodzidło
szczypta cynamonu
szczypta kardamonu

Białko ubijamy na sztywno. Resztę składników dokładnie ze sobą blendujemy. Dodajemy delikatnie białko. Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni i pieczemy ok.30 min.
Smacznego!



Nie lubię bezczynności. 


poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Warszawa - miasto blogerów śniadaniowych

Nie mam talentu do pisania wielkich podziękowań czy spisywania swoich przeżyć. Minione dwa weekendy były jednak dla mnie najlepszymi weekendami od dawna. Nie spotkałam nigdy takich ludzi. Tacy różni, a dogadują się jakby znali się przez co najmniej parę lat albo nawet całe życie. Niezapomniane przeżycie. Zobaczyć wszystkie wasze twarze na żywo - bezcenne. Teraz blogowanie nabierze całkiem nowego wymiaru. Inaczej będę czytać wasze posty. Będę słyszeć wasze głosiki w głowie, podczas czytania waszych przepisów czy przeżyć, wspominając wspólnie spędzone chwile.
Mam jednak nadzieję, że nasza znajomość nie skończy się na tych dwóch weekendach i będzie trwała przez dłuuuuuugi czas. 
Nie pozostaje mi nic innego jak napisać jedno wielkie DZIĘKUJĘ!

U nich na pewno znajdziecie lepsze zdjęcia i fotorelacje, także zapraszam! :))


obiad w Krowarzywa


Jaglanex



Czekamy na resztę zamówień, by zacząć jeść jak jedna wielka wspólna rodzina


Spacery po Starówce



Wegańskie ciasta w Vege Miasto



Wytęsknione lody - moje smaki: Raffy i Brazilian Coffee

piątek, 21 sierpnia 2015

434. Orkiszowa słabość.

Orkiszowa bułeczka jogurtowa z waniliową nutą podana z ricottą, miodem i malinami

Nieoczekiwany przypływ energii, który roznosi cię od środka. Nie możesz jednak jej spożytkować tak jak chcesz, gdyż znów w głowie pojawiają się wątpliwości i coś powoli zaciąga ci hamulec. Mimo wszystko wychodzę i jadę przed siebie. Bez celu. Gnam tak szybko jak chyba nigdy dotąd. Tylko ja i moje myśli. Tego mi było trzeba.


Dzisiejsze śniadanie było idealne. Mam słabość do wszelkich bułeczek, drożdżówek i innych wypieków. Tego nigdy chyba sobie nie odmówię. Mam nadzieję, że nie będę musiała.
Ricotta, miód i maliny. Mogłoby się wydać proste i banalne połączenie. Mi więcej nie trzeba tego poranka.

PS. Moją nową miłością jest mąka orkiszowa.


Przepis na orkiszowe bułeczki jogurtowe:
(2 bułeczki, 1 porcja)

ok.3/4 szklanki mąki orkiszowej
2 łyżki jogurtu naturalnego
1 żółtko
1 łyżeczka cukru waniliowego (domowej roboty)
kilka kropel aromatu waniliowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Żółtko bełtamy z jogurtem. Dodajemy cukier, aromat i proszek do pieczenia. Mieszamy. Dodajemy mąkę i wyrabiamy ciasto. Formujemy dwie bułeczki. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni.
Pieczemy bułeczki ok.20 min. Lekko studzimy.
Smacznego!

czwartek, 20 sierpnia 2015

433. Słoiczkowa niespodzianka.

Zapiekane płatki ryżowe z białkiem, serkiem wiejskim i malinami w słoiczku po maśle orzechowym

Moje dzisiejsze śniadanie totalnie wymknęło się spod kontroli. Miałam ochotę na coś delikatnego i puszystego. Otwarty serek wiejski i pozostałe białko po musie czekoladowym idealnie się do tego nadawały. Mogłam po prostu dodać ubite białko i serek do ugotowanych płatków, ale nie... zachciało mi się rozgrzać piekarnik i zapiec wszystko w słoiczku, który czekał na wykorzystanie. Wszystko było okej, dopóki nie chciałam wyciągnąć słoiczka po ok.10-15 min. Okazało się, że płatki zaczęły rosnąć, a na kratkę i dno piekarnika wypłynęły płatki. Natychmiast wyciągnęłam słoiczek, by więcej nie tracić jego zawartości. Ufff, śniadanie uratowane.

środa, 19 sierpnia 2015

432. Chwila zastanowienia.

Jogurt naturalny z granolą z orzechami pekan i malinami

Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy dodawanie miski jogurtu z płatkami i owocami ma sens. Przecież te śniadania nie są jakieś odkrywcze i wyrafinowane. Nie zawsze człowiek ma czas i ochotę z rana stać na patelnią czy czekać na wypiek z piekarnika i ratuje się najszybszym śniadaniem złożonym z dwóch/trzech składników. 
Kiedyś czułam niezmierną presję na blogowanie. Posty musiały pojawiać się codziennie, a jak nie to zaczynałam mieć wyrzuty sumienia i świrowałam. Czy to się nie mija z celem? Powinnam tu być dla przyjemności i dla samej siebie. Nie muszę zawsze być idealna i wstawiać idealne śniadanie. Czasem będzie wyglądać ono tak jak dzisiaj, a czasem wyciągnę coś ciekawego z piekarnika albo ugotuję michę niezawodnej owsianki. Szczególnie, że za 1,5 tygodnia zaczyna się szkoła. 
Nie zrozumcie mnie źle. Nie jest to pożegnanie, co to to nie. Uwielbiam was, ludzi. Dzięki wam przeżyłam wiele niezapomnianych chwil i spróbowałam milion pysznych rzeczy. Po prostu nie czuję już takiego parcia na szkło, żeby z rana zjeść coś mega, szczególnie gdy na głowie jest milion innych rzeczy. 
Teraz jeszcze mam wakacje, więc pewnie będę coś jeszcze kombinować. Może? Ale co będzie w roku szkolnym? Sama się tego boję i nie wiem już co mam o tym myśleć. Myśl o szkole coraz bardziej mnie przytłacza i kołata moje nerwy. 
Mam nadzieję, że to tylko są moje czarne scenariusze, które tworzą się tylko i wyłącznie w mojej głowie. A tymczasem, lecę pokorzystać z wakacji! (i porobić zadania z chemi? xd)

wtorek, 18 sierpnia 2015

431. Deska pełna smaku.

Chlebki razowe z siemieniem i sezamem podane z pastą jajeczno-kukurydzianą, pomidorem i kiełkami rzodkiewki

Zawirowania, problemy i niepewności. To wszystko sprawia, że dzień mimowolnie spędzony w domu. Skutkuje to wysprzątaniem całego domu i stworzeniu paru rzeczy w kuchni. Na pierwszy rzut poszły te chlebki. Nie każde chlebki chrupkie sprzedawane w sklepie są takie "fit" i zdrowe. Jakie jest wyjście? Zrobienie ich samemu w domu. Co prawda nie są takie chrupiące jak te sklepowe, ale są bardzo dobrą alternatywą. 
Dla mnie to jednak było za mało. Zaglądam do lodówki i mój wzrok przykuwa otwarta puszka kukurydzy oraz jajka przywiezione od babci. Od dawna chodziła za mną pasta jajeczna, więc zdecydowałam się na połączenie być może nietypowe? Jednak na pewno bardzo smaczne! 


Przepis na chlebki razowe z siemieniem i sezamem:
1 1/3 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
3/4 szklanki mąki owsianej
3/4 szklanki ciepłej wody
1 łyżka oliwy
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
3 łyżki siemienia lnianego
3 łyżki sezamu

Wszystkie suche składniki wymieszać ze sobą. Dodać wodę i oliwę. Zagnieść zwarte ciasto, podsypując w razie potrzeby mąką. Rozwałkować na grubość ok.0,5 cm i powycinać trójkąty. Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i włożyć do rozgrzanego piekarnika do 180 stopni. Piec ok.15 min. Ostudzić.
Smacznego!


Przepis na pastę jajeczno-kukurydzianą:

4 jajka
120 g ziaren kukurydzy
1/2 pęczka koperku
1 łyżeczka musztardy francuskiej
2 łyżeczki jogurtu naturalnego
sól, pieprz

Jajka wcześniej ugotować na twardo i ostudzić. Po tym czasie obrać i poprzekrajać na ćwiartki. Dodać kukurydzę i posiekany koperek. Zblendować. Dodać resztę składników. W razie potrzeby dodać więcej jogurtu, wszystko zależy od konsystencji. Zblendować wszystko jeszcze raz. Najlepiej smakuje po odleżeniu min.godziny w lodówce, gdy smaki się "przegryzą".
Smacznego!

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

430. Sierpniowe nowości.

Karobowy omlet gryczany podany z brzoskwinią ufo i  pastą chałwową z morwami

Wciąż nie mogę uwierzyć, że ostatnie 3 dni były rzeczywistością. Tak szybko mi ten czas minął, że przez chwilę dzisiaj jak się obudziłam, myślałam że to sen. Jednak wstałam i zobaczyłam rozpakowaną wczoraj walizkę i parę nowych produktów, które nabyłam leżących na biurku. Wspomnienia wróciły, a na mojej twarzy znów zagościł uśmiech. 
Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna. Jesteście cudownymi ludźmi i miło był was wszystkich poznać. Mam nadzieję, że to nie ostatnie nasze takie spotkanie. 
Z niektórymi spotkam się jeszcze w Warszawie w niedzielę i znów rozpiera mnie energia.

Niestety z braku możliwości robienia sensownych zdjęć, nie podjęłam się ogarnięcia fotorelacji. Pstryknęłam jednak co nieco telefonem i zapraszam na krótki zdjęciowy spam. 
Gwarantuję wam, że któryś z blogerów naprawdę zrobi super fotorelację, ale to nie będę ja.

Po resztę zdjęć odsyłam do:












piątek, 14 sierpnia 2015

429. Miseczka naturalnej słodyczy.

Bananowo-daktylowy krem jaglany podany z orzechami pekan i borówkami amerykańskimi

Nie wierzę, że to już dziś. Już za parę godzin zobaczę się z dużą częścią blogosfery. 
Wciąż znerwicowana, dopinająca walizeczkę i zastanawiająca się co jeszcze zapomniała.
Po prostu uwielbiam ten stan przed podróżą!

czwartek, 13 sierpnia 2015

428. Migdałowy twist.

Migdałowy* flan kukurydziany podany z borówkami amerykańskimi, syropem z agawy i płatkami migdałowymi
*na mleku migdałowym i aromacie migdałowym

Ostatnio szaleję z migdałowymi smakami. To za sprawą mleka migdałowego Almond Breeze, które nabyłam w Anglii za grosze. Żałuję, że nie kupiłam więcej, ale niestety obawiam się, że wtedy nie udźwignęłabym mojej walizki. Dzisiaj ostatnie krople mleka dodałam do kawy, którą ostatnio pokochałam  i już szczerze za tym mlekiem tęsknię. Tam, w Anglii o wiele taniej wychodzą te sojowe czy migdałowe mleka. Mam nadzieję, że u nas za niedługo cena również spadnie i będę mogła częściej się takimi przysmakami rozpieszczać. Liczę też, że orzechy nieco potanieją, a ja będę miała więcej czasu, to wtedy ruszy domowa produkcja. 


Przepis na migdałowy flan kukurydziany:
300 ml mleka(u mnie migdałowe)
1 jajko
30 g mąki kukurydzianej
kilka kropli aromatu migdałowego
szczypta soli 
słodzidło(u mnie syrop z agawy)

200 ml mleka zagotowujemy z aromatem i słodzidłem. W międzyczasie mieszamy resztę mleka z jajkiem i mąką. Gdy mleko się zagotuje, wlewamy mieszankę jajeczną i energicznie mieszamy. Gotujemy do zgęstnienia i na chwilę odstawiamy. Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. Naczynie do zapiekania smarujemy masłem bądź olejem. Przelewamy do niego budyń i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy ok.40 min. Odstawiamy do ostudzenia, a następnie chłodzimy w lodówce.
Smacznego!


PS. Jak wam się bardziej podoba jeśli chodzi o zdjęcia? Wolicie jedno duże zdjęcie potrawy jak wcześniej czy kilka mniejszych?

środa, 12 sierpnia 2015

427. Prezentowe nasionka.

Migdałowy* pudding chia z syropem klonowym, jeżynami i płatkami migdałów
*na mleku migdałowym

Nie mogłam się doczekać wykorzystania tych małych ziarenek odkąd dostałam je na moje urodziny. Dobrze, że mam takich ludzi, którzy doskonale wiedzą co lubię i co chciałabym dostać. Wszystkie urodzinowe prezenty były mega trafione i wciąż się nimi zachwycam. 
W końcu spróbowałam nasion chia. Podobno bardzo zdrowe. Ale czy smaczne? Jak dla mnie neutralne. Same są bez smaku, ale przy odrobinię kreatywności i wyczucia smaku można wyczarować coś pysznego. Na dodatek w tej chwili nie wyobrażam sobie odpalać piekarnika czy stać nad patelnią przez pół godziny. Śniadania z lodówki zdecydowanie rządzą!

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

426. Zapieczona.

Grillowana kanapka z serem, szynką i papryką podana z ketchupem

Wakacje tak naprawdę w pełni. Teraz dopiero je poczułam. A dlaczego? Pewnie dlatego, że powoli dobiegają końca. No dobra, nie będę tak negatywnie myśleć. Słońce świeci, upały są, a nawet i rekordowe i dobre jedzenie jest. Czego chcieć więcej? Na dodatek świętowanie urodzin przeciąga się o kolejny dzień. Nigdy chyba tak nie obchodziłam tego dnia. W sumie to nawet nie z mojej inicjatywy. Ludzie umieją pozytywnie zaskoczyć. 

Po tylu słodkościach w ostatnich dniach jedyne o czym marzyłam to śniadanie na wytrawnie.

sobota, 8 sierpnia 2015

Czas na obiad #5 Pełnoziarnista tarta z brokułami i fetą

Pełnoziarnista tarta z brokułami i fetą

Uwielbiam tarty. Szkoda tylko, że dla mnie i dla mamy cała blaszka tarty na jeden obiad to za dużo i piekę je tak rzadko. Wczoraj nadarzyła się jednak niepowtarzalna okazja. W związku z moimi urodzinami spędziłam wieczór z przyjaciółkami. Wiadomo, że nie będziemy siedzieć o pustych żołądkach, a tort to miły dodatek, ale jednak najeść się tym nie da. I tak oto powstała ta tarta. W przypływie weny na porannych zakupach. 
Brokuła polubiłam tak naprawdę niedawno, ale od tamtej pory uwielbiam go łączyć właśnie z jakimś serem albo domowej roboty sosem czosnkowym. Wczoraj postawiłam na ser. To był dobry wybór.

Przepis na pełnoziarnistą tartę z brokułami i fetą:

1 1/2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
1/2 łyżeczki soli
125 g miękkiego masła
2-3 łyżki kwaśnej śmietany
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 brokuł
120 g fety
3-4 łyżki tartego sera żółtego np.gouda lub inny ulubiony
3 jajka
100 g kwaśnej śmietany
sól, pieprz, zioła prowansalskie

Mąkę wraz z proszkiem przesiać. Dodać sól i masło, po czym zacząć ugniatać masło z mąką jak na kruszonkę. Dodać śmietanę i zagnieść gładkie i elastyczne ciasto (w razie potrzeby podsypać mąką).
Włożyć na 30-60 min do lodówki.

Brokuł podzielić na różyczki i umyć. Podgotować w osolonej wodzie przez ok.4 min. Jajka wymieszać ze śmietaną i przyprawami.

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni.

Formę wysmarować masłem. Ciasto wyciągnąć z lodówki i wyłożyć nim formę do tarty. Ciasto obciążyć papierem do pieczenia i np.fasolą lub ryżem. Podpiec przez ok.15 min.

Na podpieczony spód wyłożyć brokuły, posypać serami i zalać śmietanowo-jajeczną mieszanką. Można posypać płatkami migdałów lub innymi ziarenkami. Piec przez ok.30-40 min.

Można zjadać na ciepło bądź na zimno tak naprawdę na każdy posiłek!
Smacznego!

piątek, 7 sierpnia 2015

425. Zamieniam na róż.

Lody bananowo-malinowe z dodatkiem śmietany kremówki podane z suszoną morwą białą i migdałami

Pamiętam ten dzień w zeszłym roku. W końcu takie urodziny się pamięta. Na śniadanie zrobiłam wtedy fioletowy krem z tofu, dzisiaj stawiam na inny - równie ładny kolor - róż. Oby ten dzień dzisiaj okazał się różowy. Chociaż jeden dzień. W zeszłym roku jednak przeżyłam ten dzień szczególnie, gdyż brat wylądował w szpitalu i oczywiście nikt nawet nie miał w głowie, by cokolwiek świętować. Dzisiaj nie musicie mi życzyć wszystkiego dobrego. Wolę, żebyście trzymali kciuki, żeby nic się nie stało i mój brat był zdrowy(od tamtej pory ma problemy).
A teraz kończę śniadanie, zbieram się na targ po owoce i ostatnie produkty i kończę tort!

środa, 5 sierpnia 2015

424. Małe przyjemności.

Kokosowy* serniczek z borówkami amerykańskimi i polewą czekoladową
*łyżka wiórków i łyżka mąki kokosowej dodana do ciasta


Czasem potrzebujemy się rozpieścić z rana. Z resztą nie tylko z rana. Są wakacje, więc pozwólmy sobie na trochę luzu i wykorzystajmy dobrze ten wolny czas przede wszystkim dla siebie. Nie ważne czy to oznacza zjedzenie słodkości, pójście do fryzjera czy cały dzień na balkonie z książką. Zróbmy sobie przyjemność. Nie jesteśmy cyborgami, którzy mają wieczne siły i cały zapas energii. Czasem przychodzi kryzys. To nic złego. Jesteśmy tylko ludźmi. Warto poświęcić wtedy czas dla siebie i na odpoczynek, by jutro bądź za parę dni wrócić na normalne tory.

wtorek, 4 sierpnia 2015

423. Wyjście z wprawy.

Owsiane naleśniki biszkoptowe* z serkiem bieluchem, borówkami amerykańskimi i syropem z agawy
*na ubitym białku

Albo wyszłam z wprawy przez ten miesiąc, albo te naleśniki były tak delikatne, że po prostu rozrywały mi się na patelni podczas przewracania. Ale serek zdziałał cuda i scalił naleśnika w jakąś całość, że nie wygląda to tak źle jak myślałam, że będzie. A, że od dawna miałam ochotę na naleśniki, nie zamierzałam się poddawać!

I w życiu też, nie warto się poddawać.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

422. Słoneczny powrót.

Płatki jaglane z bieluchem*, syropem z agawy*, nektarynką i nerkowcami podane w słoiczku po tahini
*dodane podczas gotowania


Wróciłam. Jeden etap wakacji dobiegł końca. Wizyta na wsi. Dużo przemyślałam. Może poukładałam? Czy to coś da. To się okaże. Na razie czas ogarnąć siebie i życie w mieście. Powrócić w wielkim stylu? To się okaże. Na bloga morze nie wracam w wielkim stylu, bo nie ma jakiegoś szalonego śniadania, ani fotorelacji. Robiłam parę zdjęć, ale każdy mój dzień wyglądał podobnie. Zżyłam się bardziej z bratem i pomagałam rodzinie. Teraz czas dla reszty ważnych dla mnie osób. Muszę go wykorzystać do końca, bo aż nie mogę uwierzyć, że to już połowa wakacji za mną!


PS. Wszystkie płatki nie zmieściły mi się do słoiczka. :))