środa, 30 grudnia 2015

Czy znalazłam przepis na szczęście w 2015 roku?

Nieubłaganie zbliża się ostatni dzień roku. Co się z tym wiąże, przychodzą nam do głowy różne podsumowania, rozliczenia, ale także i postanowienia na przyszły rok. 
W tym roku zmieniłam nazwę bloga. Od tego roku tak naprawdę szukałam mojego przepisu na szczęście. Myślę, że właśnie końcówka grudnia jest odpowiednim momentem na rozliczenie się z wami i właśnie z nim - moim małym miejscem.

Na blogu miały się pojawiać inne posty poza śniadaniami. Jak się z tego wywiązałam? Według mnie średnio. Obiecywałam dużo zdjęć z każdego miesiąca, więcej postów z cyklu "lifestyle", recenzje i więcej przepisów. Z tego nie jestem zbyt zadowolona, choć muszę przyznać, że pojawiały się inne przepisy i recenzje. 
W 2016 roku mam nadzieję uda mi się to nadrobić i dodawać coś więcej niż kolejną owsiankę.

W tym roku jednak dowiedziałam się bardzo ważnej rzeczy. Czymże jest szczęście bez przyjaźni, kontaktu z bliskimi i poznawania nowych ludzi?
Ten rok właśnie obfitował w wyjątkowe spotkania, nowe kontakty i odnowienie starych przyjaźni. Dostrzegłam w końcu, że największe szczęście jest Ci w stanie dać druga osoba. Jej słowa, obecność czy uśmiech mogą zdziałać naprawdę cuda. A co się z tego rodzi z czasem? Miłość.
Nie mogę powiedzieć, że znalazłam w tym roku swoją drugą połówkę, ale wydaje mi się, że w końcu otworzyłam się na miłość. I tu nie chodzi tutaj tylko o miłość pomiędzy kobietą a mężczyzną, ale i również przyjaźń, miłość do bliźniego i rodziny.

"Being honest may not get you many friends but it'll get you the right ones"
~John Lennon



Czymże by było szczęście moje w tym roku gdyby nie dobre jedzenie?
W tym roku przeszłam naprawdę dużą metamorfozę jeśli chodzi o jedzenie. Niczego się już nie boję, zrobiło się mnie więcej, a moje umiejętności w kuchni stały się lepsze. Mimo to, pragnę się rozwinąć bardziej. Podjąć kolejne wyzwania i kolejne ryzyko. Znów próbować nowych rzeczy i eksperymentować. To właśnie przynosi mi szczęście.

grafika 2016, new year, and 2015

Dziękuję wam za ten rok. Za to, że czytacie, komentujecie i inspirujecie się. Mam nadzieję, że w Nowym Roku również blog nie straci na oglądalności.
A wam wszystkich życzę wszystkiego dobrego na Nowy rok! Duże uśmiechu, spełnienia marzeń, dobrych nowych wyborów, wytrwałości w dążeniu własnych celów i wszystkiego o czym jeszcze marzycie!

grafika 2015, happy, and happy new year




czwartek, 24 grudnia 2015

496. Magia świąt.

Kakaowo-pierniczkowa owsianka na soku z pomarańczy i wodzie daktylowej z pomarańczą i bananem podana z kremem pierniczkowym i orzechami włoskimi

Ta owsianka jest kwintesencją moich świąt, ponieważ wykorzystałam w niej wszystkie resztki, które zostały mi po wczorajszych przygotowaniach. Trochę soku z pomarańczy, woda spod moczenia daktyli do karmelu, kakao wymieszane z przyprawą piernikową do posypania sernika, połówka banana. Zostawiona na noc nabrała cudownych aromatów, a ugotowana rano nabrała cudownej gęstej konsystencji takiej jak lubię najbardziej.To było prawdziwe świąteczne śniadanie, przynajmniej jeśli chodzi o smaki. 


Święta jak zwykle spędzam poza domem. Za chwilę wsiadam w samochód i jadę do babci na wieś. Tam jest naprawdę fajny klimat, o ile jest śnieg. A nawet właśnie w górach go nie ma. Mam nadzieję, że to nie przeszkodzi w świętowaniu i cieszeniu się świąteczną atmosferą. 
W tym roku będzie inaczej niż zwykle. Więcej osób, więcej ruchu, no i ludzie już nie tacy sami jak w zeszłym roku. Każdy z nas przeszedł w wielką metamorfozę. Dlatego w moich sercu jest nuta niepewności jak to będzie czy wszystko wyjdzie.
Na razie nie ma co się przejmować. Dopakowuję moje wypieki i przygotowane potrawy i wyruszam.

A wam wszystkim kochani życzę wszystkiego dobrego! Przede wszystkim dużo spokoju, ciepła, radości, miłości, dobrego jedzenia które odłoży się we właściwych miejscach, śmiechu i mile spędzonego czasu! 
Wesołych Świąt!

wtorek, 22 grudnia 2015

Domowa cukiernia #Wegański makowiec

Wegański makowiec z bakaliami i orzeszkami ziemnymi polany gorzką czekoladą

Jak chyba wszystkim już wiadomo święta już za pasem. Ostatnie zakupy, ostatnie sprzątanie i oczekiwanie na wigilijną wieczerzę. Niektórzy już upiekli pierniki i pierniczki, inni mielą mak lub ser czy dopiero szukają inspiracji na świąteczne smakołyki.
Dla tych ostatnich przedstawiam dzisiaj makowiec. Nie jest taki zwykły. Nie zawiera zwykłej mąki, cukru i jajek. Nie jest to też makowiec, który być może pamiętamy z kuchni naszej babci. 
Jest naprawdę wyjątkowy i nie chodzi mi tu tylko o walory odżywcze, ale przede wszystkim o smak. Warto odejść czasem od utartych schematów i wprowadzić na święta nieco zmian.

Przepis na wegański makowiec z bakaliami:
forma o śr.23 cm

200 g zmielonego maku
50 g oleju kokosowego
2 duże dojrzałe banany
3 łyżki wiórków kokosowych
3 łyżki mielonych migdałów (mąki migdałowej)
3/4 szklanki rodzynek
3/4 szklanki wiśni z syropu
50 g gorzkiej czekolady (min.70%)
3-4 łyżki syropu klonowego bądź innego słodzidła
sok z cytryny
sok z pomarańczy
skórka otarta z połowy pomarańczy
ewentualnie: aromat migdałowy

na wierzch:
50 g gorzkiej czekolady
1 łyżeczka oleju kokosowego
garść orzechów


Zmielony mak zalać odrobiną wrzątku. Wymieszać i odstawić do ostudzenia. Banany rozgnieść z sokiem z cytryny i wraz z olejem kokosowym dodać do maku. Wymieszać porządnie.
Dodać wiórki kokosowe, migdały, startą czekoladę, rodzynki, wiśnie, syrop klonowy, sok z pomarańczy i skórkę z pomarańczy. Wymieszać do połączenia się wszystkich składników.
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Wylać ciasto do formy i piec ok.50-60 min. Ostudzić.

Czekoladę na polewę rozpuścić w kąpieli wodnej lub mikrofali. Dodać olej kokosowy i wymieszać.
Na wierzch makowca posypać orzechy i polać polewę.
Smacznego!

***

Mam nadzieję, że ostatnie dni grudnia utwierdzą mnie w przekonaniu, że mimo wszystko był on chyba najlepszym miesiącem w tym roku.
Kolejny cudowny weekend w doborowym towarzystwie. Brak mi słów by wszystkim podziękować. Mogłam jedynie ugościć takim makowcem, a dostałam w zamian mega pozytywnej energii i mnóstwo śmiechu!
Dziękuję Darii za zdjęcia!

Mam nadzieję, że pojawię się tu jeszcze przed świętami by życzyć wam wszystkiego dobrego. A tymczasem ja może powrócę do przygotowań świątecznych.

wtorek, 15 grudnia 2015

495. Małe przyjemności.

Fasolowe trufle kakao-banan-daktyle obtoczone w mące orzechowej

Patrząc na siebie parę lat wcześniej nigdy nie sądziłam, że będę zajadała się truflami na śniadanie! I to jeszcze z fasoli! Cieszę się jednak, że moje żywienie uległo takiej zmianie, bo mogę poznawać takie cudowne smaki i śmiać się z siebie, że zjadam trufle na śniadanie.
Po za tym są takie dni w życiu kobiety, że po prostu wszystko jej mówi, że potrzebuje trochę słodkości. Nie ważne o jakiej porze dnia czy nocy!
Długo jednak zabierałam się za śniadaniowe trufle i od tej pory zdecydowanie częściej będą gościć na moim talerzu!

Przepis na fasolowe trufle banan-kakao-daktyle:

140 g ugotowanej fasoli
1/2 dużego banana
4-5 daktyli + wrzątek
1 kopiata łyżka kakao
szczypta soli

mąka orzechowa/kokosowa/kakao do obtoczenia

Daktyle zalać wrzątkiem i odstawić do namoknięcia. Wszystkie składniki zmiksować. Zwilżonymi dłońmi formować trufle i obtaczać w posypce. Schłodzić w lodówce przez noc. 
Smacznego!


***
  Mój organizm mnie zadziwia. Tyle jeszcze przede mną do odkrycia, do przyzwyczajenia i zwalczenia. Każdy moment jest dobry by zaczynać od nowa. O wiele lepiej to zrobić od razu, a nie odkładać do poniedziałku, przyszłego miesiąca czy nowego roku. Liczy się tu i teraz. Od teraz bądźmy nowymi lepszymi ludźmi.

niedziela, 13 grudnia 2015

494. Słowa to za mało.

Kaszka kukurydziana na waniliowym mleku sojowym z kiwi i kremem pierniczkowym

Ostatnio u mnie w kuchni zdecydowanie rządzą proste potrawy. Co widać na załączonym obrazku. Może nie wygląda to zbyt świetnie, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że jedyne teraz o czym marzę to rozpływające się pod wpływem ciepła masło orzechowe lub właśnie krem pierniczkowy na ciepłym miseczkowym śniadaniu. Szczególnie po niezłym wczorajszym wymarznięciu.
No i w końcu odkopałam z czeluści szafeczki kaszkę kukurydzianą, która stała już bardzo długo zapomniana i nieruszona. Dzisiaj została odkurzona i zjedzona z wielkim smakiem. 


***

Nie mam słów żeby opisać ostatnie wydarzenia. Dawno tak się nie bawiłam, dawno tak się nie wzruszyłam i dawno nie czułam tyle emocji na raz. 
Parę godzin marznięcia i czekania opłaciło się niesamowitym i niezapomnianym wydarzeniem. Teraz leczę gardło, dopijam kawę by dodać sobie energii przed całodniowym naukowym maratonem i wyczesuję co chwilę brokat z włosów, który przez parę miesięcy na pewno wychodził z różnych kątów mieszkania.

Teraz odliczam dni do kolejnego weekendu! Następny intensywny i cudowny weekend się szykuje.
I jakoś tak wizja intensywnego i pracowitego tygodnia wydaje się być mniej uciążliwa.

środa, 9 grudnia 2015

493. Tym razem w ciasto.

Gruszka w kakaowym cieście podana z tahini(vegan)

Tym razem moja gruszka nie wpadła do garnuszka, ale do ciasta. Nie byle jakiego, bo kakaowego. Ostatnio jest dla mnie niezwykle cenne ze względu na sporą zawartość magnezu, którego mogę wypłukiwać ze zwiększonym spożyciem kawy. 
Tahini - element niemalże obowiązkowy w towarzystwie gruszki. Idealnie dopełnia całość i przyjemnie lepi się do podniebienia, dodając delikatnej goryczki do słodkiego ciasta. 
I tym sposobem, przygotowując śniadanie dzień wcześniej, rano możemy na chwilę się zatrzymać i pozachwycać nad smakiem. 
Często w biegu zapominamy o zatrzymaniu w czasie posiłku, powolnym przeżuwaniu i spokoju. Zdarza się, że jemy na stojąco, na mieście, w biegu pomiędzy kolejnymi zajęciami/lekcjami czy na przerwie w pracy. Nie da się tak długo. Żołądek w końcu będzie się buntować. Wzdęcia, bóle brzucha czy z czasem wrzody. Dlatego pamiętajmy jakim ważnym momentem w ciągu dnia jest pora jedzenia, by jak najdłużej cieszyć się dobry zdrowiem i oczywiście smakiem!


Przepis na gruszkę w kakaowym cieście:
50 g mąki gryczanej
10 g mielonego siemienia lnianego
1/2 szklanki mleka roślinnego
15 g kakao
1 łyżka syropu klonowego
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 gruszka

Gruszkę kroimy w kostkę(ja odłożyłam trochę do dekoracji). Resztę składników na ciasto mieszamy porządnie, na sam koniec dodając gruszkę. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Naczynko do zapiekania wykładamy papierem do pieczenia i wlewamy masę z gruszką. Pieczemy 30-40 min do tzw.suchego patyczka. Zjadamy na ciepło lub zimno.
Smacznego!

***

Kraina snów i marzeń. Każdy człowiek codziennie w nocy przenosi się do innego wymiaru. U niektórych są to najskrytsze marzenia, u niektórych zaś obawy i koszmary. 
Na szczęście ostatnio przenoszę się w tą pierwszą krainę. Odpływam, rozmarzam, ale później się budzę, patrzę na zegarek i zastanawiam się jaki jest dzisiaj dzień. Zajmuje mi to dobrą chwilę, nim zorientuję się co mam zrobić. Trudno się czasem się otrząsnąć. Chciałoby się zakopać z powrotem w kołdrę i powrócić do wymarzonej krainy.
Czas się jednak zmierzyć z rzeczywistością.

niedziela, 6 grudnia 2015

492. Próba cierpliwości.

Wegańskie bananowo-piernikowe placki podane z gorzką czekoladą, orzechami włoskimi i pomarańczą

Mikołajki trzeba uczcić odpowiednim śniadaniem. 6 grudnia to czas kiedy zwykle pogłębia się szał na świąteczny okres. U mnie własnie dzisiaj się dopiero zaczął albo już. Niektórzy już od dobrego miesiąca są w świątecznym nastroju, ale mnie szybko się takie rzeczy nudzą, więc nie chciałam wybiegać z tym wcześniej. Dlatego dzisiaj jem dopiero pierwszego cytrusa w tym roku, pierwszy raz używam przyprawy do piernika i wyciągam mój świąteczny kubek.


Nie miałam wcześniej zbyt dobrych wspomnień z wegańskimi plackami ostatnio. Dyniowe rozlały mi się po całej patelni i nie chciały zejść. Dzisiaj dodaję banana i trochę siemienia lnianego i... zachwycam się. Zdecydowanie powtórzę nie raz! 
Ochota na placki, których u mnie brak ostatnio, została w pełni zaspokojona. 
Czekolada pięknie wykończyła całość, bo jak chyba większości wiadomo, świetnie pasuje zarówno do banana, jak i do pomarańczy.
Brak słodkości w ciągu dnia w związku z adwentem uzupełniam w śniadaniu. Przynajmniej troszeczkę. Jest to dla mnie kolejna próba silnej woli, która ostatnio trochę u mnie podupadła.


Kolejnym testem mojej silnej woli była mikołajkowa paczka. Przyszła 1,5 tygodnia temu i kusiła mnie niemiłosiernie. Schowałam ją jednak za łóżko i starałam się zapomnieć.
Dzisiaj wstałam z wielkim uśmiechem na twarzy, bo wiedziałam co mnie czeka. No dobra, może tata mi o tym troszkę przypomniał, bo obudził mnie, wchodząc do mojego pokoju z małym drobiazgiem z okazji mikołajek. Moim kolejnym kochanym Mikołajem po raz kolejny okazała się - Ania!
Ciekawe czy w przyszłym roku również nasze przeznaczenie zadziała i mnie wylosuje albo ja ją, bym mogła się odwdzięczyć?


W mojej paczusce znalazły się: urocze świąteczne antypoślizgowe skarpetyki, krem Speculoos wykonany przez Anię, kawa i herbata w świątecznych smakach, zaparzacz, chałwa i świąteczne czekoladki. 
Jeszcze raz ogromnie dziękuję mojemu przyjacielowi - Mikołajowi! 
Bo tak, to nie były już blogowe mikołajki, to były przyjacielskie Mikołajki i jestem tego pewna jak mało czego. Niewielkie grono blogerów przerodziło się w grupę przyjaciół.

piątek, 4 grudnia 2015

491. Niewiele trzeba.

Orzechowy cieciernik z karmelem daktylowo-orzechowym i orzeszkami ziemnymi

Zabierając się za przygotowanie tego wegańskiego sernika, nie spodziewałam się, że efekt końcowy będzie aż tak pyszny. Myślałam, że sernik bez sera, a w zamian z cieciorką nie wyjdzie tak dobry jak oryginał. Ba! Wyszedł powiedziałabym jeszcze lepszy. Żaden sernik nie miał jeszcze w moim wykonaniu tak kremowej konsystencji, która tak cudownie rozpuszczałaby mi się na podniebieniu.
Zdecydowałam się na takie a nie inne smaki, gdyż ostatnio właśnie baaaaardzo ciągnie mnie do orzechów. Wszelakich. Na jeden wieczór idzie siateczka pistacji, w ciągu dnia też podjadam orzechy, a na śniadanie również serwuję sobie orzechowe smaki.
Czyżby organizm upominał się o jakieś składniki?

Przepis na orzechowy cieciernik z karmelem:
200 g ugotowanej ciecierzycy
2 łyżki mąki orzechowej
1 łyżka syropu klonowego
1 łyżka soku z cytryny
2 łyżki mleka roślinnego
szczypta soli

4-5 daktyli + wrzątek
1 łyżeczka masła orzechowego
orzeszki ziemne

Daktyle zalewamy wrzątkiem. Wszystkie składniki na masę miksujemy ze sobą bardzo dokładnie. Ciecierzyca musi być zblendowana na papkę. Przekładamy do naczynka wyłożonego papierem do pieczenia. Wodę z pod daktyli odlewamy i miksujemy je z masłem orzechowym na kładką masę. Smarujemy karmelem wierzch cieciernika. Posypujemy posiekanymi orzeszkami. Wstawiamy do lodówki na całą noc.
Smacznego!


***

Jedno spojrzenie, jeden uśmiech, wymiana paru słów. Tak niewiele, a tyle szczęścia.

Sama siebie nie poznaję. Tyle radości i śmiechu dawno w moim życiu nie było. I nawet gdy pojawiają się łzy, wiem, że nie zostaną one na długo. Wiem, że jutro będzie lepiej. Wiem, że one są potrzebne. 

czwartek, 3 grudnia 2015

Czas na obiad #Kotelciki batatowo-ciecierzycowe

Wegańskie kotleciki batatowo-ciecierzycowe podane z komosą ryżową i sosem pomidorowo-warzywnym(marchewka, pieczarki, papryka, cebula)

Chyba gdy każdy z nas gotuje strączki, nie gotuje tylko jednej porcji, a od razu cały gar. Parę dni temu ugotowałam właśnie ostatnie zapasy ciecierzycy. W czasie mniej więcej zbiegła się też promocja na bataty. Wiedziałam, że to połączenie mnie nie zawiedzie, gdyż wcześniej już przygotowywałam curry właśnie z batatem i ciecierzycą, które swoją drogą było chyba najlepszym jakie udało mi się zrobić. Te kotleciki też wskoczyły na podium wszystkich kotletów wykonanych przeze mnie do tej pory. Wytłumaczenie jest jedno - batat. Uwielbiam po prostu tego ziemniaka. Jak zwykłych, naszych polskich ziemniaków nie jadam zbyt często i nie przepadam, tak te mogłabym zajadać codziennie. Oczywiście jedyne co mnie od tego powstrzymuje to cena.

  
Sos powstał za to bardziej z przypadku. Odezwała się tutaj moja oszczędna natura, więc sos na zasadzie - wydobądź resztki warzyw z lodówki i zrób z tego coś dobrego. Do tego trochę przypraw, duszenie na małym ogniu i mamy idealny dodatek do kaszy/ ryżu czy właśnie komosy.
Jeśli będziecie chcieli zamieszczę i na niego przepis, choć nie gwarantuję, że wyjdzie wam tak samo, gdyż tak jak napisałam... Sosik, przypadek.


Przepis na kotleciki batatowo-ciecierzycowe:
(10 kotlecików)
2 małe bataty(lub 1 duży)
200 g ugotowanej cieciorki
1 ząbek czosnku
1/2 cebuli
1- 2 łyżki soku z limonki
2-3 łyżki mąki orzechowej
przyprawy: sól, pieprz, papryka słodka wędzona, chilli, kolendra mielona, kumin, kurkuma

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Bataty przekrawamy na połówki(ćwiartki), układamy na blasze do pieczenia i pieczemy przez ok.40 min. Lekko studzimy, obieramy ze skórki i miksujemy na puree. (można upiec więcej batatów i wykorzystać do innych dań)
Cebulę i czosnek siekamy w bardzo drobną kostkę. Do zmiksowanego puree z batatów dodajemy ciecierzycę i ponownie miksujemy. Nie trzeba robić tego zbyt dokładnie, większe cząstki ciecierzycy w niczym nie przeszkadzają. Dodajemy cebulę z czosnkiem,mąkę oraz przyprawy. Mieszamy łyżką.
Zwilżonymi dłońmi formujemy kotleciki i układamy na blasze do pieczenia. Pieczemy ok.30 min. Należy obrócić kotleciki mniej więcej w połowie pieczenia. 
Zjadamy na gorąco z dowolnymi dodatkami lub na zimno jako przekąska.
Smacznego!


***

Czas mknie jak szalony. Dwa dni temu witałam grudzień. Listopad jakoś się zdarzył bez podsumowań. Dużo się dzieje u mnie i na razie nie potrafię tego wyrazić słowami. Zdjęciami niestety też się nie da. Mogę napisać tylko tyle, że wbrew pozorom ten miesiąc nie był taki zły. Dał mi co prawda trochę w kość, przyniósł dużo łez i zmęczenia, ale z drugiej strony zaczęłam na nowo odkrywać świat, siebie i innych. Dał mi dużo do myślenia na kolejny miesiąc. Przynajmniej podjęłam już jakieś kroki od samego początku.
Mam nadzieję, że za 4 tygodnie będę mogła ze spokojem powiedzieć, że to był dobry czas.

niedziela, 29 listopada 2015

490. Być albo nie być.

Cynamonowo-jogurtowe tosty francuskie z chleba żytniego na zakwasie podane z jabłkiem i kremem pierniczkowym crunchy

Świąteczne klimaty połączone z jesiennym akcentem. Mam wrażenie, że właśnie tak ostatnio u wszystkich wyglądają dni. Końcówka listopada i andrzejki, ale drugą nogą już jesteśmy w prezentach i planowaniem świątecznych potraw. W końcu pierniczki można piec już, aby na święta były idealnie miękkie, a Mikołajki już za tydzień, więc wcale się nie dziwię. Ja nie do końca jestem przekonana do tego klimatu, ale krem pierniczkowy, swoją drogą na wykończeniu, bo znika w niewyjaśnionych okolicznościach, wprowadza mnie w lekko świąteczny nastrój. Myślę, że nie bez powodu, bo przerwa świąteczna to będzie czas, gdy przez chwilę będę mogła złapać choć krztynę oddechu.


Chciałabym was strasznie przeprosić za moją ostatnią nieobecność tutaj, jak i na waszych blogach. Kolejne dni mijają mi nie wiem kiedy. Rano gdy dzwoni mi budzik, przez kilkanaście sekund muszę się zastanowić jaki jest dzisiaj dzień. W ostatnią niedzielę chciałam iść do szkoły!
Dużo się dzieje, czas ucieka przez palce, ale staram się go wykorzystać w najlepszy możliwy sposób. No właśnie, staram się. Nie zawsze mi to wychodzi, bo wciąż mam wrażenie, że mnóstwo czasu marnuje. I tutaj niedawno pojawiła się kwestia bycia tutaj. Nie ukrywam, że moje życie ostatnio się trochę poprzewracało i staram się jakoś je na nowo ułożyć, by w miarę normalnie funkcjonować. Jestem nowicjuszem w niektórych kwestiach, więc z łatwością mi to nie przychodzi. Przygotowanie śniadania zeszło na któryś tam plan, a z założenia ten blog miał być właśnie o nim.
Dlatego pojawiły się dwie kwestie... Odejść... albo zostać, ale zmienić nieco charakter moich wpisów. Mniej przepisów, mniej jedzenia i mniej wpisów za cenę po prostu bycia tutaj?





wtorek, 24 listopada 2015

Domowa cukiernia #Wegańska tarta z dyniowo-daktylowym nadzieniem

Wegańska tarta na owsiano-orzechowym spodzie z dyniowo-karmelowo-orzechowym nadzieniem

Ostatni chyba przepis w tym roku z dynią. Jeśli jeszcze u was się pojawia, szybo kupujcie i róbcie zapasy, bo to ostatnie podrygi tego pysznego warzywa. 
Niektórym dynia kojarzy się tylko z potrawami na słono. W moim przypadku przygoda z dynią zaczęła się w słodki sposób. Pierwszy raz nie był dla mnie jakoś odkrywczy i jakoś porywający. Kolejne podejściach coraz bardziej jednak przekonywały mnie o jej wspaniałości i smaku.
Aż takim fanatykiem jeszcze nie jestem, żeby zajadać ją samą, pieczoną, prosto z piekarnika, ale tej jesieni miała naprawdę szerokie zastosowania!
Dzisiaj poznajcie mojego faworyta!

Przepis na wegańską tartę z dyniowo-daktylowym nadzieniem:
(forma 22 cm)
spód:
1 1/3 szklanki płatków owsianych
3 łyżki masła orzechowego
3 łyżki mąki owsianej/gryczanej
połowa dojrzałego banana

nadzienie:
150-170 g puree z dyni hokkaido
150 g dakyli
połowa banana
2-3 łyżki masła orzechowego

Daktyle zalałam gorącą wodą i odstawiłam do zmięknięcia.
Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni.
Płatki owsiane rozdrabniam w malakserze i łączę z resztą składników na spód. Formę na ciasto smaruję olejem kokosowym i wykładam papierem do pieczenia. Wykładamy masę na spód. Dociskamy, wyrabiając wyższe brzegi. Podpiekamy spód przez 10-15 min. Studzimy.
Po przestudzeniu spodu, zabieramy się za robienie masy. Miksujemy dynię z namoczonymi daktylami, rozdrobnionym bananem i masłem orzechowym. W razie zbyt gęstej masy, dodajemy wody spod daktyli. Wykładamy na podpieczony spód i schładzamy w lodówce przez min.1 godz. 
Smacznego!



***

Jedna osoba może rozświetlić cały Twój dzień, sprawić, że uśmiech nie schodzi z Twojej twarzy, a humor bez przerwy dopisuje. 
Potem jednak pojawia się druga. Pada kilka słów. Czasem o kilka słów za dużo. Uśmiech zamienia się w grymas, a po dobrym humorze pozostały łzy spadające z czubka Twojego nosa.
Mimo to relacje z innymi ludźmi są ważne. To one nas kształtują, wpływają na nasze zachowanie i samopoczucie. Dlatego dbajmy o nie i nie zapominajmy, że każdy jest tylko...człowiekiem.

sobota, 21 listopada 2015

489. Wymarzone jabłko.

Jabłko z cynamonem, żurawiną, daktylami pod owsiano-orzechową kruszonką

Ciepłe, parujące śniadanie, wyjęte wprost z piekarnika. Aromat cynamonu, chrupiące orzechy i przesłodkie daktyle. Jesienne jabłko i dodatek kwaśnej żurawiny. Takie śniadanie marzyło mi się od dawna. Marzył mi się taki ranek, kiedy nie będę musiała biegać między kuchnią, pokojem i łazienką, aby wyrobić się ze wszystkim do wyjścia. Dzisiaj zatrzymałam się na chwilę, by przygotować śniadanie i skonsumować je ze spokojem. Przy okazji trzeba wykorzystać rozgrzany piekarnik i upiec coś na weekend. Mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie. 

Przepis na jabłko z daktylami i żurawiną pod owsiano-orzechową kruszonką:
4 łyżki mąki owsianej
garstka orzechów włoskich
1/2 łyżeczki cynamonu
1/5 łyżeczki kardamonu
1 łyżka cukru trzcinowego
1 łyżeczka oleju kokosowego
3 łyżki mleka owsianego

jabłko
3 daktyle
garstka żurawiny
1/2 łyżeczki cynamonu


Orzechy włoskie drobno posiekać i wymieszać z resztą suchych składników na kruszonkę. Dodać olej kokosowy i mleko. Wymieszać i wyrobić w dłoniach kruszonkę.
Rozgrzać piekarnik do 180 stopni.
Jabłko pokroić w kosteczkę, daktyle również. Wymieszać je z żurawiną i cynamonem.
Kokilkę wysmarować olejem kokosowym. Wyłożyć jabłka do kokilki. Posypać kruszonką i docisnąć.
Piec w piekarniku przez 25 min.
Smacznego!


***

Człowiek jednak jest silny. Czucie i przeżywanie emocji to coś co go odróżnia od reszty stworzeń. Czasem sobie z nimi nie radzi, ale to nie znaczy, że czas się poddać i nie walczyć. Bo życie to nieustanna walka. 

Nie sądziłam, że moje byłe problemy zejdą na drugi tor, dla czegoś co wydawało mi się kiedyś czymś błahym. Nie rozumiałam ludzi, którzy przeżywali coś takiego. Teraz jedną z nich i nie czuję się z tym dobrze. Nie umiem się zachować w tej sytuacji. Czuję się jak nowicjusz. Jak przedszkolak, który zaczyna przygodę życia. 

wtorek, 17 listopada 2015

488. Przypadkowy sukces.

Kakaowe naleśniki nadziane bananowym tofu* polane syropem klonowym
*90 g tofu zmiksowane z 3/4 dojrzałego banana

Nie podchodziłam do tych naleśników z wielkimi oczekiwaniami. Kolejne wegańskie naleśniki, kolejna próba i awaryjne śniadanie w pogotowiu. Do tej pory wegańskie naleśniki były dla mnie oddalonym punktem. Nigdy chyba z mojej patelni nie udało mi się ściągnąć dobrego wegańskiego placka. Dzisiaj jednak miło się z rana zaskoczyłam. 
Naleśniki co prawda bardzo się różnią od tych "normalnych", ale urzekły mnie swoją delikatnością i elastycznością zarazem. W smaku też im niczego nie brakowało!


Przepis na wegańskie kakaowe naleśniki:
1/2 szklanki mąki orkiszowej
1 łyżka płatków owsianych
1 łyżeczka kakao 
1/2 szklanki mleka roślinnego
1/4 szklanki wody

Wszystkie składniki zmiksować na gładkie ciasto. Patelnię pędzelkiem lekko smarujemy olejem kokosowym i mocno nagrzewamy. Smażymy naleśniki z jednej strony przez ok.3-5 min, aż wierzch będzie "suchy". Nadziewamy dowolnymi dodatkami.
Smacznego!

***

Uwierz w siebie, weź się za siebie, nie przejmuj się.
Te słowa powtarzam jak mantrę. 
Czy coś to da?

niedziela, 15 listopada 2015

487. Zagubiona prostota.

Bananowa granola z czekoladą, żurawiną i orzechami nerkowca podana z bananem i jogurtem naturalnym

Granola kiedyś stanowiła podstawę moich śniadań i nie tylko. Prawie codziennie zajadałam ją w towarzystwie jogurtu czy serka wiejskiego. Ostatnio jednak znowu sobie o niej przypomniałam. Dlaczego? Strasznie ostatnio ciągnie mnie do prostoty. Granole, owsianki, kanapki. Bez kombinowania, używania piekarnika czy patelni. Szybko, smacznie, ale jednocześnie zdrowo.
No i po co mi więcej komplikacji? Nie wystarczy, że w życiu się pogubiłam?

Przepis na bananową granolę z żurawiną, czekoladą i nerkowcami:

2 1/2 szklanki płatków owsianych
4 łyżki nasion słonecznika
3 łyżki sezamu
3 małe dojrzałe banany

garść żurawiny
garść orzechów
40 g posiekanej drobno czekolady (u mnie deserowa wymieszana z białą)

Mieszamy suche składniki: płatki, nasiona i sezam. Banany rozgniatamy i dodajemy do reszty składników. Mieszamy porządnie, aby każdy płatek był oblepiony.
Rozgrzewamy piekarnik do 170 stopni. Płatki wysypujemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i pieczemy 40 min, mieszając granolę co 10 min.
Studzimy i dodajemy żurawinę, orzechy i czekoladę. Przekładamy do słoika/pojemnika.
Smacznego!


Znów się pogubiłam. Wszystko szło w dobrym kierunku. Moje ciało w końcu zaczęło współpracować, ale umysł znów zaczął wszystko blokować. 
Krytyczne oko znów się wyostrzyło i przy każdej nadarzającej się okazji, daje o sobie znać.
Jedyne czego mogę się teraz uczepić to... nauka, chociaż i to przychodzi mi z coraz mniejszym efektem.


Chciałabym zakopać się pod kołdrę i nie wychodzić do marca co najmniej. Móc się w końcu wyspać, odpocząć i odciąć od wszelkich bodźców.  


czwartek, 12 listopada 2015

Czas na obiad #Drożdżowe pierogi z dynią i kozim serem

Drożdżowe pierogi z dynią, kozim serem i pietruszką

Dzień wolny od szkoły zawsze staram się jak najbardziej produktywnie wykorzystać. Dlatego wczoraj wzięłam się za wymagający więcej czasu obiad. Warto czasem poświęcić więcej czasu na przygotowanie posiłku, bo satysfakcja z efektu jest później niezastąpiona.
Od dawna chodziły za mną pierogi z dyniowym farszem. Gdy zobaczyłam podobne u Weroniki, wiedziałam, że w najbliższym czasie na pewno je zrobię. No i udało mi się. Co prawda nie są tak idealne jak u niej i nie są wegańskie, co może niektórym z was mniej przypaść do gustu, ale wystarczy kozi ser zamienić na tofu i voila! 
Dla reszty polecam użyć koziego sera jeśli ktoś lubi, bo naprawdę świetnie się komponuje z upieczoną dynią. Wiedziałam, że będzie smaczne, ale nie sądziłam, że aż tak!


Przepis na pierogi z dynią i kozim serem:
(2-3 porcje)
120 g mąki pszennej pełnoziarnistej
15 g świeżych drożdży + 4 łyżki ciepłej wody + 1 łyżka mąki
1 łyżeczka cukru brązowego
50-60 ml ciepłej wody
1 łyżka oliwy z oliwek
1/4 łyżeczki soli

250 g upieczonej dyni
150 g koziego sera w kostce
1/4 pęczka natki pietruszki
przyprawy: sól, pieprz, kolendra, kumin, papryka słodka i ostra

dodatkowo: czarnuszka + mleko/woda

Drożdże mieszamy z ciepłą wodą, mąką i cukrem. Odstawiamy na 15 minut do wyrośnięcia.
Po tym czasie w misce mieszamy mąkę, wodę, oliwę, sól i zaczyn. Zagniatamy ciasto. Odstawiamy ponownie do wyrośnięcia na 1 godz.

W międzyczasie możemy przygotować farsz. Upieczoną dynię i ser ubijamy tłuczkiem do ziemniaków lub blenderem. Siekamy pietruszkę i dodajemy do masy. Przyprawiamy wg upodobań. Nie dawałabym jednak dużo soli, bo kozi ser jest słony, jeśli używamy tofu, masa wymaga więcej przypraw. Mieszamy wszystko i odstawiamy.

Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Po wyrośnięciu ciasta, ugniatamy je ponownie i wykładamy na stolnicę wysypaną mąką. Wałkujemy na 2-3 mm okrąg. Wycinamy dużym kubkiem koła. Na każde koło nakładamy łyżkę nadzienia(lub mniej, w zależności jak duży kubek mamy, jednak nie więcej, bo wam popękają, tak jak mi!). Zlepiamy pierogi. Przekładamy ja na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Smarujemy mlekiem/wodą i posypujemy czarnuszką.
Pieczemy ok.20 min.
Dobrze smakują zarówno na ciepło, jak i na zimno.
Smacznego!


***
Czas odciąć się nieco od świata fikcyjnego, zgubnego, internetowego. Za dużo czasu marnuje się w sieci, przed spanie sprawdza się portale społecznościowe czy pisze się do późna przez komunikatory ze znajomymi. A przecież wieczór to czas wyciszenia, przygotowania do snu. Musimy nieco uspokoić nasz umysł. Tak naprawdę on nigdy nie odpocznie, gdy cały czas będziemy nosem w komórce, laptopie, tablecie. Neurony cały czas pracują, nie odpoczywają. 
A potem się dziwimy skąd to zmęczenie i bóle głowy.
Ja postaram się dać odpocząć moim neuronom.
Nie widzę jak na razie innego rozwiązania.

środa, 11 listopada 2015

Domowa piekarnia #Chleb orkiszowo-żytni

Chleb orkiszowo-żytni

Nie jest to mój pierwszy raz z domowym chlebem, ale od ostatniego razu minęło bardzo dużo czasu. Nie wiem dlaczego, bo świeże domowe pieczywo jest o wiele lepszą alternatywą niż to kupne ze sklepu barwione karmelem posypane paroma ziarenkami, aby "fit" klienci byli zadowoleni. 
Robienie chleba kojarzy nam się z mnóstwem pracy i oczekiwaniem na końcowy efekt. 
Jednak kiedy oswoiłam się już drożdżami, wiem, że to nie jest żadna reguła. Ten chleb potrzebuje ok. 30 min przyrządzania i ok.1 godzinę pieczenia. A przecież podczas pieczenia nie stoimy nad piekarnikiem i nie pilnujemy! W ciągu godziny można mnóstwo innych rzeczy zrobić. 
Kto lubi późne śniadania i nie jest z rana głodnym, może upiec taki bochenek rano.
Ja jednak zaraz niedługo po przebudzeniu robię się głodna, więc przygotowanie mojego śniadanie no może zajmować dużo czasu, gdyż burczenie w brzuchu nie daje spokoju. Dlatego taki chlebek upiekłam wieczorem i na rano był jak znalazł.
Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani, to dodam tyle, że ten chleb jest źródłem wielu składników odżywczych za sprawą nasion chia, ziaren słonecznika, sezamowi i pełnoziarnistym mąkom.


Przepis na chleb orkiszowo-żytni:
300 g mąki orkiszowej
200 g mąki żytniej
25 g świeżych drożdży
1 łyżka miodu + 2 łyżki ciepłej wody
(weganie oczywiście mogą użyć cukru bądź innego syropu)
2 szklanki ciepłej wody
4 łyżki ziaren słonecznika
3 łyżki nasion chia
3 łyżki sezamu
1 łyżeczka soli

Drożdże kruszymy i rozpuszczamy w 2 łyżkach ciepłej wody z miodem. Odstawiamy na parę minut.
Resztę składników mieszamy w misce, dodając na koniec drożdżowy zaczyn. Mieszamy wszystko drewnianą łyżką. Ciasto nie będzie wyrabiane. Wszystko jest mieszane tylko łyżką i ciasto jest dość luźne. Odstawiamy do wyrośnięcia na 20-30 min.
W tym czasie formę w której będziemy piec smarujemy tłuszczem i wykładamy papierem do pieczenia. Podrośnięte ciasto przekładamy do formy i odkładamy na 10 min.
W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 230 stopni.
Foremkę wstawiamy do piekarnika na 50-60 min. Sprawdzajcie stopień wypieczenia co chwilę, bo ja tak mniej więcej po 30 min musiałam chlebek przykryć folią aluminiową, aby się za bardzo nie spiekł.
Po upieczeniu studzimy na kratce i podajemy.
Smacznego! 


A tutaj macie dodatek w postaci mojego dzisiejszego śniadania. Nie ma się czym chwalić, bo to zwykłe kromki posmarowane masłem orzechowym/kremem czekoladowo-orzechowym z bananem, ale mnie się strasznie wizualnie podobają takie proste śniadania.

***

Perspektywa szkoły nie jest taka straszna, gdy ma się obok siebie ukochanych ludzi, ma się skrócone lekcje czy po szkole chodzi się do kawiarni na przepyszną kawę/kakao z przyjacielem.
Pomimo to mój umysł ostatnio nie może się totalnie zresetować.
Znów budzę się zbyt wcześnie - a przecież miałam się wyspać, znów budzę się z bólem głowy - a przecież mamy wolne, znów jestem nerwowa z rana - a przecież dzisiaj nic nie muszę.

niedziela, 8 listopada 2015

486. Kilka nazw, jedno danie.


Pełnoziarniste pampuchy drożdżowe podane z musem z kaki* i prażonymi orzechami nerkowca
*później więcej

Od wczoraj miałam ogromną ochotę na drożdże. Kolejne drożdżówki? Nieee, piekłam już jedne w tym tygodniu. Bułeczki? Za dużo czekania, a kiszki zaczynały powoli marsza grać.
Jak na śniadanie z udziałem drożdży czas oczekiwania na końcowy efekt nie jest aż tak długi jak w przypadku wypieków, co jest chyba największym pozytywem tego śniadania. Szybko możemy cieszyć się ulubionym posmakiem drożdży. Podobno są one skarbnicą wszelkich witamin i składników odżywczych, więc bez wyrzutów sumienia przygotowuję dużo rzeczy z ich udziałem.
Parowce? Kluski na parze? Pampuchy? Jestem ciekawa jak u was mówi się na ten drożdżowy wyrób. U mnie od zawsze były pampuchy. Koniecznie z jogurtem owocowym bądź śmietaną i cukrem.
Dzisiaj w nieco lżejszej zdrowszej wersji, ale to nie znaczy, że mniej smacznej.

Przepis na pełnoziarniste pampuchy drożdżowe:

50 g mąki pszennej pełnoziarnistej
20 g mąki pszennej jasnej
10 g świeżych drożdży
40 ml letniego mleka (jak najbardziej może być w wersji roślinnej)
1 łyżeczka cukru trzcinowego
1 łyżeczka oleju kokosowego
szczypta soli 

Drożdże rozrobić z łyżeczką cukru, dodać mleko i łyżeczkę mąki pszennej i wymieszać do rozpuszczenia. Odstawić na 5-10 min do napuszenia.
W międzyczasie wymieszać mąki, dodać olej i sól, na koniec nieco wyrośnięty zaczyn. Wyrobić gładkie, elastyczne ciasto. Podzielić go na pół i uformować kuleczki.
Odstawić do naczynia, w którym będziemy go parować, przykryć i odstawić na ok.15 min.
Po tym czasie postawić naczynie na gazie i parować przez ok.10-15 min.
Podać z ulubionymi dodatkami.
Smacznego!





sobota, 7 listopada 2015

485. Świętowanie plackowanie.


Kokosowe placki z serka wiejskiego z malinami*, miodem akacjowym i płatkami migdałów
*również w środku

Nie wierzyłam w to co widzę, gdy tata przyniósł mi pudełeczko pełne malin, które przywiózł mi od babci ze wsi. Podobno krzaczki malin uginały się już pod nadmiarem owoców, a nie mogła ich zostawić na nadchodzące mrozy, więc spakowała je dla mnie. Takie niby nic, a tak cieszy...
Dlatego wykorzystałam je do dzisiejszych placków. Maliny zawsze pasowały mi do placków. Pod wpływem ciepła robią się często jeszcze smaczniejsze, a z nutą kokosową to już w ogóle poezja.
Dziękuję też Ani za wspaniały przepis na placki z serka wiejskiego! W końcu mi wyszły i nie rozlały się po całej patelni!


Przepis na kokosowe placki z serka wiejskiego z malinami:
100 g serka wiejskiego
1 małe jajko
60 ml mleczka kokosowego
15 g mąki kokosowej
35 g mąki owsianej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
słodzidło

Mokre składniki roztrzepujemy trzepaczką. W drugiej miseczce łączymy mąki z proszkiem do pieczenia. Łączymy zawartości obu misek i mieszamy. Dodajemy jeszcze garść malin bądź innych drobnych owoców. Rozgrzewamy porządnie patelnię. Smażymy placki - 1 łyżka na jeden placek.
Podajemy z ulubionymi dodatkami.
Smacznego!

***

No i się doczekałam wyników. Całkowicie się nie spodziewałam. 2 miejsce w eliminacjach szkolnych, co oznacza reprezentowanie szkoły w kolejnych etapach.
Między mną a trzecim miejscem jest 1 punkt różnicy, więc nie wszystko jest jeszcze pewne.
Ale jak na taki poziom i dużą strzelankę w odpowiedziach, jestem zadowolona.
Nie spodziewałam się.