czwartek, 31 lipca 2014

176. Tak po prostu.

Waniliowo-orzechowy gotowany serniczek z serka wiejskiego z morelami*
*więcej w środku

Daję znak życia. Żyję, jem i nie myślę. Przynajmniej się staram. Wakacje u babci jakoś tak szybciej mi mijają. Aż strach pomyśleć, że już połowa za nami. Ale, ale! Nie będę myśleć negatywnie. Cieszmy się jeszcze tym miesiącem, bo jeszcze warto!
Zaglądam do was co jakiś czas i czytam, lecz nie zawsze zostawiam komentarz. Po prostu nie zawsze mam czas. Pomagam wtedy babci albo oddaję się innym wakacyjnym czynnościom.
Byłam pierwszy raz sama na grzybach! Zawsze z babcią chodziłam, bo przecież nie znam lasu, ale tym razem poszłam sama. I wiecie co? Nie zgubiłam się! Ba! Znalazłam 8 prawdziwków i 1 podgrzybka. Zupka grzybowa już się warzy :)

niedziela, 27 lipca 2014

175. Las od kuchni.

Naleśniki z masłem orzechowym i jeżynami

Jak dawno nie jadłam naleśników! A co dopiero zrobionych przez moją babcię! Wracają wspomnienia i beztroskie chwile z dzieciństwa. W ogóle cieszę się każdą chwilą tutaj. Coś przeczuwam, że to jest jeden z moich ostatnich pobytów tutaj. Nie tylko ze względu na zmiany jakie tu zachodzą, ale ze względu na to, że dorośleję i przyszłe wakacje planuję spędzić na pracy. Po za tym kto wie co przyniesie mi liceum. 
Jeżyny oczywiście prosto z pobliskiego tzw. potoku. Planuję wybrać się jeszcze do lasu na borówki, bo przecież las pod domem. A maliny prosto z krzaka ogrzane słońcem smakują najlepiej!

wtorek, 22 lipca 2014

174. Wiejska sielanka.

Bananowy gotowany serniczek z ricotty z nutką toffie* podany z orzechami laskowymi
*z budyniem toffi

Po cichu do was zaglądam pomiędzy kolejnymi zabawami z psem i kuzynką, czytaniem książki, sprzątaniem i pomaganiem babci w trakcie remontu i wielu innymi "wakacyjnymi" czynnościami. 
Co do śniadań to tak jak powiedziałam, przez te dwa tygodnie będą się pojawiać nieregularnie. Niektóre po prostu nie są godne uwagi, bo to zwykłe jajko na miękko czy kolejny tost z dżemem. 

W końcu spróbowałam tego serniczka na zimno i jest jeszcze lepszy niż na ciepło. Mniam!

sobota, 19 lipca 2014

173. W końcu drożdże!

Domowa drożdżówka z twarożkiem i jagodami, szklanka mleka

Nawet nie wiecie od jak dawna starałam się zrobić drożdżówki! Od jakiegoś czasu cisto drożdżowe w ogóle się mnie nie słuchało. Wczoraj też tak się zapowiadało. Praktycznie spisałam już je na straty, bo ciasto podczas godziny nie wyrosło. Odstawiłam je do wyrzucenia i wtedy wystrzeliło. Takim sposobem o 12 w nocy wyciągnęłam świeże drożdżówki z piekarnika. Ale nie żałuję, oj nie! Te drożdżówki po prostu są boskie! Od dawna miałam ochotę na jagodziankę zjedzoną w towarzystwie mleka. 

Przepis na drożdżówki z twarożkiem i jagodami:
75 g cukru
1 łyżeczka soli
70 g miękkiego masła
1 jajko, roztrzepane(w temp.pokojowej)
500 g mąki pszennej
2 łyżeczki suchych drożdży
280 ml mleka(w temp.pokojowej)
*
200 g jagód
150 g serka śmietankowego 
2 łyżki miodu( u mnie miód różany)
1 op.cukru wanilinowego

Ze wszystkich składników na ciasto zagnieść elastyczne, gładkie ciasto, może się troszkę lepić. Obsypać mąką i odstawić do wyrośnięcia, ma podwoić objętość.
W międzyczasie przygotować twarożek. Wymieszać serek, miód i cukier. Odstawić.
Po wyrośnięciu ciasto jeszcze chwile wyrobić na posypanym mąką blacie. Rozwałkować na niezbyt cienki prostokąt. Posmarować twarożkiem i posypać jagodami. Zwinąć wzdłuż krótszego boku i podzielić na 12 równych części. Na blaszce wyłożonej papierem układać drożdżówki w 1 cm odstępach. Odstawić do napuszenia, aby znów mniej więcej podwoiły objętość. Po tym czasie piec ok.20-30 min w 190 stopniach.
Można ostudzone polać lukrem lub posypać cukrem pudrem. 
Smacznego!

Pakuję drożdżówki, ciasto dla brata, trochę jedzenia, ubrań i wyruszam do babci. To już tak weszło mi w nawyk, że w każde wakacje muszę odpocząć u babci na wsi. Tym razem na 2 tyg. Nie wiem czy posty będą się pojawiać. Będę chyba miała dostęp do internetu, ale zobaczymy jak wyjdzie. 
Trzymajcie się ciepło!

piątek, 18 lipca 2014

172. Czekowiśnia z lodówki.

Kakaowy pudding z kaszy manny nadziany wiśniami podany z sosem wiśniowym

Wciąż pozostaję przy znanych mi i lubionych smakach. I wiecie co? Dobrze mi z tym. W końcu człowiek powinien jeść to na co ma ochotę, a ja mam ochotę na sprawdzone i "tradycyjne" połączenia. Chciałam zrobić owsiankę o takim samym smaku, ale temperatury odwiodły mnie od tego pomysłu. I nie żałuję, bo to śniadanie po prostu było idealnie zbalansowane i dobrane. Zdecydowanie ustanawia się blisko podium wśród moich śniadań.

Przepis na kakaowy pudding z kaszy manny nadziany wiśniami:
3 łyżki kaszy manny
200 ml mleka
1/3 szklanki wody
2 łyżeczki kakao
1 łyżeczka cukru dark muscovado
wiśnie
sos wiśniowy:
100 g wiśni
1-2 łyżeczki cukru

Mleko zagotowuję z cukrem i kakaem. W wodzie rozrabiam kaszę i gdy mleko zacznie wrzeć, dolewamy. Gotujemy do odpowiedniego zgęstnienia, cały czas mieszając. Parę wiśni myjemy, drylujemy i przecinamy na połówki. Połowę kaszy wylewamy do naczynka, układamy przygotowane wiśnie i przykrywamy resztą kaszy, wyrównujemy i czekamy do ostygnięcia. Wstawiamy na noc do lodówki.
Rano myjemy, drylujemy i przekrawamy wiśnie na sos. Zasypujemy cukrem na ok.10 min. Po tym czasie stawiamy na gaz i gotujemy do puszczenia soków i uzyskania pożądanej konsystencji.
Pudding wyjmujemy delikatnie z naczynka i podajemy z sosem.
Smacznego!


Troszkę się zgubiłam. Wszystko znowu zaczęło lecieć w dół. Nie wiem jak to naprawić, choć tak bardzo chcę. Od września nowy start, czysta kartka. Mogę zacząć jak chce, a chce żebym była uśmiechniętą i akceptującą się osobą. 

czwartek, 17 lipca 2014

169-171. Brak dostępu.

Internet w moim domu nie jest moim sprzymierzeńcem. Cały czas coś z nim się dzieje. Przepraszam was znów za moją nieobecność.

Domowy chleb wieloziarnisty z majonezem, sałatą, szynką z indyka, serem żółtym, pomidorem, ogórkiem i świeżo zmielonym pieprzem

Ostatnio przyszła ochota na tradycyjne smaki po tych Włoszech. Bez udziwniania, ale ze smakiem. Takie kanapki są moimi ulubionymi i jak tylko zrobiłam ten chlebek, wiedziałam, że będę musiała go wypróbować w tej kombinacji. 


Nie sądziłam, że tak szybko zrobię ten chlebek jak zobaczyłam go u Pam. Jest to mój chlebowy debiut i baaaardzo udany. Chlebek mi bardzo smakuje, a wyrósł niemiłosiernie. Polecam ten przepis

Pszenno-żytnie muffinki z malinami

A takie cudeńka wyczarowałam na babski wieczór z moimi "siostrami". Dużo jedzenia, śmiechu i luzu. Tego mi było. Podzielić się z wami przepisem?

Tradycyjne pancakes podane z domowym dżemem borówkowym/domową konfiturą malinową/Nutellą

A tak rozkoszowałyśmy się śniadaniem na balkonie po prawie nieprzespanej nocy. Miło tak zajadać pyszności, które ktoś inny dla nas zrobił z włożonym w to serduchem.

 Domowy chleb wieloziarnisty z serkiem śmietankowym, bananem i miodem gryczanym/domowym masłem orzechowym i bananem

Chlebek przetestowany. Smakuje genialnie na słono, jak i słodko. Jeszcze raz polecam! Znów tradycyjne połączenia. Ale cóż poradzę jak ostatnio tylko na takie mam ochotę?

Zbieram się i lecę po książki i owoce, które znowu szybciutko u mnie wyparowały. Nawet śniadania się nie doczekały.
Lekki kryzys, ale chyba dam radę. Muszę. 

poniedziałek, 14 lipca 2014

168. Ugotowałam banana.

Bananowy gotowany jogurt podany z bananem i Nutellą

Za to śniadanie zabierałam się kupę czasu. Przekładałam, przekładałam i kiedy wczoraj wróciłam z Włoch i zobaczyłam duży kubek jogurtu w lodówce, od razu wiedziałam co mam zamiar zrobić na dzisiejsze śniadanie. Zrobiłam, spróbowałam i zjadłam. Szału nie ma. Jednak wolę serniczki gotowane. Nie powiem, że było niesmaczne, ale po prostu nie rozumiem o co tyle zachodu. Zostaję przy serniczkach.

Przepis na bananowy gotowany jogurt:
300 g jogurtu
jajko
1 łyżka budyniu bananowego
50 ml mleka
ew. słodzidło

Jogurt mieszamy porządnie w garnuszku z jajkiem i stawiamy na gaz. Zagotowujemy. Dosładzamy według uznania. Budyń rozpuszczamy w mleku i dodajemy do jogurtu. Gotujemy do momentu zgęstnienia i wystąpienia bąbelków na powierzchni jogurtu. Podajemy z ulubionymi dodatkami.
Smacznego!

Jak mi brakowało własnego łóżka, kuchni i takiego poranka jak dziś. Nie ma jak w domu.

niedziela, 13 lipca 2014

158-167. Przyszła pora na Włochy.

Nie wierzę, że to już. 10 dni minęło mi szybciej niż chciałam. Z jednej strony dobrze być w domu, a z drugiej strony mogłabym tam zostać na zawsze. Bo czego chcieć więcej? Słońce, plaża, nocne życie i pyszne jedzenie. Chwilo trwaj. 

Dzień 1-2. Podróż, wycieczka do Wenecji.
Po parunastu godzinach podróży przyszło nam zwiedzać Wenecję. Może wydawać się to szalone, ale wolę takie szaleństwo niż żadne. Warto było. Zawsze chciałam zobaczyć to miasto jak 1000 innych na świecie. Urokiem tego miasta jestem zachwycona pomimo niewyobrażalnej ilości turystów i ciasnoty na i tak wąskich już uliczkach. Naprawdę łatwo jest się tam gubić, ale dobrze że wszystkie uliczki prowadzą do placu św. Marka. 


Urocze poboczne wąskie kanały


Główny i największy kanał w Wenecji


Mały odpoczynek na moście


Plac św.Marka


Sesja przy gondolach

Dzień 3-8. Pobyt w Teramo.
Sobota jeszcze dzień wolny, co wiąże się z małym zaznajomieniem miasta, plażowaniem i zakupami. Potem zaczynamy nocne życie. Tutaj nawet trenerzy nam popuścili, bo czas na mieście wydłużyli do godz. 24.
W niedzielę zaczęło się granie. Niestety na pierwszy mecz przyszło nam się zmierzyć porażką. No trudno, we Włoszech humoru nie tracimy i stawiamy się na paradę po mieście z zawodnikami z całego turnieju. Tutaj ujrzeliśmy różnorodność krajów. Było ich aż 36 z różnych stron świata! Świetna możliwość na zawarcie nowych kontaktów i podglądnięcie odmiennej kultury.
Kolejne dni wyglądały podobnie. Mecze, plaża, wieczór na mieście. W sumie doszedł jeszcze jeden remis i cztery wygrane mecze. Pomimo tego nie udało się wyjść z grupy, co oznaczało wolny czwartek i piątek. Jednak w czwartek pogoda nas zawiodła i złapał nas deszcz na plaży. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, mieliśmy za to więcej czasu na zakupy. W piątek pojechaliśmy do wielkiego Aquaparku, co wiązało się z świetną zabawą i mnóstwem śmiechu. Dobrze zakończyć pobyt to podstawa. 



Włoskie smakołyki


Spacery po wąskich i uroczych uliczkach Teramo


Z jednej strony miasteczka góry, z drugiej morze


Parada powitalna


Plażowanie


Stałe miejsce na plaży


Włoski Aquapark


Nocne życie na mieście

Dzień 9-10. Powrót do Krakowa.
W sobotę rano aż nie chciało się wstawać. Tyle dobrego czasu, jedzenia i słońca, że aż chciałoby się jeszcze zostać na parę dni. Jednak zebraliśmy się, spakowaliśmy i jeszcze ostatnie zakupy na targu, zbiorowe zdjęcie i ruszamy. Podróż mi minęła okropnie. Prawie nie spałam, wierciłam się i zimno mi było. Z ulgą dojechałam do domu, że ten okropny czas w autokarze minął. Jeszcze pożegnanie z koleżankami i jedziemy do domu. W końcu się wyśpię!


Moje włoskie zdobycze: ciastka, rogaliki, parmezan, czekolada Lindt, oliwy, makaron, kawa i pamiątki dla najbliższych

A jutro wracam z normalnymi śniadaniami. Trochę mi tego brakowało. Blogowania, was i tych smaków



czwartek, 3 lipca 2014

157. Na pożegnanie.


Pieczona truskawkowa owsianka z kokosem


Żegnam się z wami i z truskawkami. Jak wrócę to pewnie będzie już po sezonie, więc nie mogłam się wczoraj opanować i upiekłam sobie owsiankę na dzisiejsze śniadanie przed podróżą z ich dodatkiem.
To połączenie znam z mojej granoli, więc i tym razem mi smakowało. 

Przepis na pieczoną owsiankę truskawkową:
1/2 szklanki płatków owsianych
150 g truskawek
1 małe jajko
1 łyżka cukru trzcinowego
2 łyżki wiórek kokosowych

Truskawki myjemy i usuwamy szypułki. Odkładamy 1-2 na wierzch owsianki, resztę miksujemy na mus. Dodajemy do niego jajko i cukier, po czym miksujemy. Wrzucamy płatki i wiórki i mieszamy. Przelewamy do kokilki i wstawiamy do nagrzanego piekarnika do 180 stopni na 30 min. Podajemy na ciepło lub na zimno.
Smacznego!

Domykam walizkę, kończę owsiankę i uśmiecham się do siebie.
Włochy, nadchodzę!

środa, 2 lipca 2014

156. Priorytet.

Dzisiaj (niestety) śniadania tu nie zobaczycie. Rano wstałam, szybko się zebrałam i poleciałam na śniadanko do dziadków. Nie widzieli mnie wieki oraz bardzo chcieli zobaczyć świadectwo. Uległam i zgodziłam się wczoraj na propozycję śniadaniową. Czasem rodzina jest ważniejsza od kolejnej owsianki i zdjęcia na blogu. 
Doszłam jednak do wniosku, że może będę od czasu do czasu dodawać inne potrawy niż te śniadaniowe. Odpowiada wam to? Chcecie poznać co czasem jadam na obiad czy kolację?
Oto mój pierwszy obiadowy post na tym blogu!

Kasza jaglana z kurczakiem, papryką, cebulką i kukurydzą posypana cheddarem, pietruszką i koperkiem


Optymizm chyba wrócił. Pakowanie i zakupy wprawiły mnie w lepszy nastrój. Wasze wsparcie i rodzina też zrobiły swoje.

wtorek, 1 lipca 2014

155. Wegański sukces.

Wegańskie gofry bananowe podane z domowym masłem orzechowym i truskawkami

Nawet nie wiecie jak się cieszę, że udało mi się zrobić te gofry! Nie mam super gofrownicy, tylko zaledwie opiekacz z wymiennymi wkładkami i do tej pory większość eksperymentów mi po prostu nie wychodziła.  Teraz po staniu przy maszynie i proszeniu gofrów, żeby się udały, zrobiły mi niespodziankę!
Co prawda gofry smakują całkiem inaczej niż te tradycyjne, które kojarzą się z wakacjami, ale co nie znaczy, że są niesmaczne. Mnie bardzo zasmakowały i jak tylko zabraknie mi znów jajka to wiem już co zrobię!

Przepis na wegańskie gofry bananowe:
30 g płatków owsianych
30 g mąki owsianej
1 dojrzały banan
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
wrzątek

Rozdrabniamy banana widelcem. Płatki owsiane zalewamy wrzątkiem trochę ponad poziom płatków i odstawiamy na parę minut. Gofrownicę natłuszczamy i nagrzewamy. Do banana dodajemy płatki, mąkę i proszek do pieczenia, po czym mieszamy. Do bardzo dobrze rozgrzanej gofrownicy wykładamy naszą masę i pieczemy przez co najmniej 10 min. Najlepiej nie otwierać gofrownicy podczas pieczenia i otworzyć gdy jesteśmy już pewni, że gofry mogą być już upieczone. Podać z ulubionymi dodatkami.
Smacznego!

Brzydka pogoda, blogger znów szwankuje, a ja znów nie widzę pozytywów.
Mam nadzieję, że wszystko się zmieni za parę dni, gdy będę już we Włoszech.